Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Aktualności

Mariusz Szczygieł: Krótki kurs reporterski. Część 1 - reportaż

Data publikacji: 13.01.2015

Drodzy Użytkownicy Mapy Kultury - jeśli chcecie jeszcze lepiej pisać, rozwijać umiejętności reporterskie, spróbować czegoś nowego - np. przeprowadzenia wywiadu lub analizowania archiwów - koniecznie przeczytajcie instruktaż, jaki dla Mapy Kultury przygotował Mariusz Szczygieł - dziennikarz, reporter, laureat nagród, współzałożyciel Instytutu Reportażu a przede wszystkim doskonały słuchacz ciekawych historii.

 
Reportaż to opowieść o czymś, co wydarzyło się naprawdę. Ta opowieść powinna dawać do myślenia. Reporter w przeciwieństwie do pisarza nie może nic zmyślić.

Tematem na reportaż może być wszystko, ale pod jednym warunkiem: musi być ciekawe dla innych. Czy lubicie opowiadać kolegom o wycieczce na jakiej ostatnio byliście? A czy lubicie jak ktoś Wam opowiada o swojej wycieczce? Nie bardzo? O czyjejś wycieczce słucha się gorzej – prawda? Tak samo jak najciekawsze są NASZE zdjęcia z wakacji, a nie cudze. Dlatego jeśli chcecie napisać reportaż, musicie bardzo uważać, żeby było to coś, co naprawdę zainteresuje innych.


Jest na to metoda: nawet banalny i nieciekawy temat można opowiedzieć tak, żeby był fascynujący.

Szczegóły są między innymi tym, co może sprawić, że od Waszej reporterskiej opowieści czytelnicy nie będą mogli się oderwać.
Szczegół jest to coś malutkiego, ale amerykański pisarz Philip Roth uważał, że jest palcem olbrzyma. Bo szczegóły mają kapitalne znaczenie. Czasem „szczegół” może powiedzieć o czymś o wiele więcej niż „ogół”.


Nie wiem, czy pamiętacie, że w latach 90. ulice naszych miast były pełne dzieci z Rumunii, które żebrały. Reporterka naszej gazety Monika Piątkowska opisała takich żebraków z łódzkiego skrzyżowania. Główny bohater jej reportażu - Cucu – miał udawać, że ma sparaliżowane nogi, żeby więcej zarobić. Jego starszy opiekun ale i oprawca go poucza: „Źle chodzisz! Chodź krzywo, musisz się trząść!”. I Cucu się trzęsie tak, że po pierwszym dniu nie może wieczorem dojść do łóżka.


Reporterka przy pomocy kilkunastu słów potrafi pokazać całe życie Cucu. (Zobaczycie za chwilę, jak tu zagrał szczegół!). Otóż w pewnym momencie udaje jej się dowiedzieć od Cucu, jakie były pierwsze słowa, których nauczył się po polsku. Cucu tworzy własny słownik: „Przeczytaj, Pani, kartkę. Daj. Jestem Polak. Mieszkam w Łodzi. Rodzice nie żyją. Wpierdol, kurwa, papierosy, ulica”. Zgodzicie się ze mną, że te szczegóły dużo mówią o życiu Cucu w naszym kraju.


Zastanówcie się, co można powiedzieć o sytuacji Cucu na podstawie pierwszych słów, jakich nauczył się w Polsce?

Piszcie zwyczajnie - tak jak mówicie. Czy zauważyliście, że napisałem o żebrakach z ŁÓDZKIEGO skrzyżowania? Jeśli nie jesteście z Łodzi, to na pewno nie zwróciło to Waszej uwagi. No i słusznie, bo przymiotniki gorzej osadzają się w naszych mózgach.  Reportaż najczęściej żywi się językiem potocznym, ponieważ reportaż to opowieść o życiu. Musi być autentyczna. Uważam, że należy pisać tak jakby się opowiadało daną historię siostrze, bratu, mamie, tacie, swojej dziewczynie czy chłopakowi. A przecież nigdy nie powiecie siostrze: „Wiesz, on pracował na łódzkim skrzyżowaniu. Powiemy: „Pracował na skrzyżowaniu w Łodzi” albo „Pracował w Łodzi na skrzyżowaniu”. (Zastanówcie się, który szyk zdania brzmi lepiej).


Często w telewizji dziennikarze wygłaszają napisane wcześniej teksty i mówią np., że „starogardzka prokuratura umorzyła śledztwo”, a my zastanawiamy się, jaka prokuratura? Gdzie? Stara prokuratura? Białogardzka prokuratura? Piszmy najprościej i najczytelniej: „Prokuratura w Starogardzie…”. Nie „pojazd uderzył w drzewo”, bo nie jesteśmy urzędnikami, tylko „opel roztrzaskał się na wielkim dębie”.
Nie stwierdzajmy, tylko opisujmy. Nie „był zdenerwowany”, tylko „walił głową o biurko”.

 

Reportaż nie jest wypracowaniem szkolnym. W dziedzinie reportażu władza Waszych polonistek nie ma mocy prawnej. Nie musicie reportażu o pani, która na osiedlu karmi koty i spotykają ją przez to przykrości, zaczynać od wstępu jak w wypracowaniu o Janie Kochanowskim:  „Janina Kochanowska jest jedną z najaktywniejszych karmicielek kotów na osiedlu Renesansowym. Ta wybitna przedstawicielka działań wolontariackich i idei humanistycznych, które wciela od wielu lat, nie ma na tymże osiedlu łatwego życia”.

Nie. Zdecydowanie Janina Kochanowska nie powinna być potraktowana jak Jan Kochanowski, choć też robi rzeczy piękne.
„Najszybszy jest ten bez oczu. Wyczuwa ją już na kilometr i biegnie jak strzała. Chce polizać jej palce wcześniej od innych”.
To nienajgorszy początek i wcale nie musimy od razu w pierwszym zdaniu zdradzać, że chodzi o koty. Dlatego wolałbym zacząć tekst od „Pracował w Łodzi na skrzyżowaniu”, niż „Żebrał w Łodzi na skrzyżowaniu”. Czytelnik lubi być zaskakiwany, uważam, że nasz sposób pisania powinien być dla niego frapujący.  „Pracował w Łodzi na skrzyżowaniu. Udawał sparaliżowanego”.


Wciąga? Myślę, że tak, bo zaskakuje czytelnika. Zaskoczenieto dobry element każdego tekstu, przedstawienia, filmu czy zdjęcia. Można napisać od razu, że żebrał, ale zawsze istnieje obawa, że wielu czytelników nie będzie chciało czytać o żebraku, ponieważ mają na żebraków z góry ustalony pogląd (negatywny). Natomiast wydaje mi się, że wiele osób będzie chciało czytać o kimś, kto żyje z udawania.
A może przez jakiś czas nie pisać o czym jest ta praca, tylko chwilę pozostawić czytelnika w przeświadczeniu, że nasz bohater pracował w jakimś normalnym zawodzie i normalnym miejscu? „Do pracy dojeżdżał godzinę autobusem, a potem jeszcze piętnaście minut tramwajem. Ludzie na siedzeniach obok dojeżdżali, żeby prać, murować, spawać, nalewać napoje, wywozić śmieci, naprawiać samochody, a on dojeżdżał, żeby w pracy udawać. Na skrzyżowaniu w Łodzi udawał sparaliżowanego”. Zestawienie „pracy” z „udawaniem” daje bardzo dobry efekt.


Reportaż o pani Kochanowskiej może zacząć się tak, żeby od razu zwrócić uwagę czytelnika na inny aspekt: „Najbardziej poniżają ją kobiety w jej wieku. Nie wpuszczają na podwórko, zamykają specjalnie klatki schodowe, a jedna ją nawet opluła”. Jest i niezbędny szczegół, a jeszcze nie wyładowaliśmy całej amunicji.

Skąd wiemy, że kot z wydłubanymi oczami tak na panią Kochanowską reaguje? Bo z panią Kochanowską rozmawialiśmy (może nawet kilka razy). A może obeszliśmy z nią wszystkie miejsca, w których karmi koty i wszystko zobaczyliśmy sami. Z mojego doświadczenia wynika, że bohaterowie bardziej otwierają się, kiedy mogą nam pokazać kawałek swojego świata, niż kiedy tylko udzielają nam wywiadu. (Idąc z bohaterem, nie notujmy jednak niczego „w powietrzu”, bo to śmiesznie wygląda. Mamy mu towarzyszyć, a notatki zrobić po spotkaniu).

Pytać trzeba tak, żeby rozmówca opowiedział nam jak najwięcej o tym, co przeżył. Dlatego unikajmy pytań, na które można odpowiedzieć tylko „tak” lub „nie”. Pytajmy „dlaczego…”, „co pan czuł, gdy….”, „co pani pomyślała w tym momencie…”, „co pana wtedy najbardziej zdziwiło…”.
(Więcej o rozmowie w Części 2: „Wywiad”)

Żeby pisać, trzeba czytać. Zalecał największy mistrz w naszym zawodzie, Ryszard Kapuściński. Można podejrzeć jak piszą zawodowcy. Szukajcie książek dobrych reporterów: Lidii Ostałowskiej, Ewy Winnickiej, Wojciecha Tochmana, Marcina Kołodziejczyka, Włodzimierza Nowaka, Wojciecha Jagielskiego, Jacka Hugo-Badera. Warto zajrzeć do antologii, którą ułożyłem z tekstów 23 autorów z różnych redakcji. 26 reportaży w całości plus niezliczona ilość reportaży cytowanych i komentowanych. Ma tytuł „20. 20 lat nowej Polski w reportażu według Mariusza Szczygła”.


Czytajcie tę książkę świadomie: zwróćcie uwagę, czym reporterzy zaczynają tekst, czym kończą; jak gospodarują materiałem, który zebrali – czy wszystko ujawniają od razu, czy dawkują opowieść; jak charakteryzują swoich bohaterów; czy ich oceniają i osądzają.
Zastanówcie się nad określeniem, którego tu użyłem: „gospodarowanie materiałem”. Masz tak gospodarować materiałem zebranym na opowieść, żeby ludzie, którzy będą to czytać, nie odrzucili tekstu nie przeczytawszy do końca.
Zastanówcie się, czy autorzy reportaży starają się zrozumieć swoich bohaterów. I czy zrozumieć znaczy usprawiedliwić?

Bo najważniejsze w reportażu – zdradzę Wam na koniec – jest to, żeby zrozumieć drugiego człowieka.
Podejrzewam, że w ogóle po to reportaż został wynaleziony.

 

Przeczytaj kolejne porady: jak przeprowadzić wywiad i jak korzystać z archiwów.

 

Copyright Mariusz Szczygieł

Mariusz Szczygieł – reporter „Gazety Wyborczej”, współtwórca Fundacji Instytut Reportażu i księgarni reporterów Wrzenie świata. Jego książka „Gottland” została Najlepszą Książką Europy 2009, zdobyła siedem nagród we Francji i Polsce. Inne jego książki to „Niedziela, która zdarzyła się w środę”, „Zrób sobie raj”, „Laska nebeska”, „Kaprysik”. Zostały lub są przekładane na 13 języków.

 

Podziel się:  

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Szukaj