Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Czytelnia

Z kulturą wszystkim po drodze, czyli sztuka ulicy na Mapie Kultury

Autor wpisu: Katarzyna Sołtan-Młodożeniec
Data publikacji: 21.10.2010

Ideą Mapy Kultury jest dokumentowanie, opisywanie i zaznaczanie na wirtualnej mapie Polski obiektów, miejsc, twórców oraz wydarzeń historycznych i współczesnych, istotnych z punktu widzenia kultury i tradycji.

 
Usłyszałaś/Usłyszałeś o naszym projekcie, a ponieważ interesujesz się kulturą, sztuką i historią, bierzesz udział w akcji w szkole albo po prostu zależy ci na promocji twojej miejscowości i zwiększeniu liczby odwiedzających ją turystów, więc chciałabyś się do niego włączyć.
 
Mamy dla ciebie propozycję. Wyłącz komputer (oczywiście po przeczytaniu do końca tego tekstu J), wstań i wyjdź na ulicę – przed dom, blok, szkołę. I po prostu rusz przed siebie. Warunek – oczy szeroko otwarte, notes i aparat (może być w telefonie komórkowym). Jeśli mieszkasz w mieście, masz przewagę. Bo to, czego szukamy, w tkance miejskiej z natury rozwija się najlepiej.
 
Namawiamy cię, byś swoją uwagę skoncentrował/skoncentrowała na tym, co zazwyczaj ginie w cieniu wielkich zabytków i bezcennych dzieł sztuki oraz ich wybitnych twórców, a co również jest elementem naszej kultury – świadkiem historii, wytworem młodej sztuki czy ulotnym działaniem artystycznym.
 
Co jest naprawdę ważne? Umiejętność dostrzeżenia w swoim otoczeniu sztuki w przestrzeni publicznej. Czyli kultury żywej, sztuki aktualnej, często o wydźwięku społecznym, zazwyczaj jeszcze nieopisanej, niezweryfikowanej przez krytyków.
 
Już podczas pierwszej wyprawy powinno ci się udać dostrzec coś wartego uwagi w tej wciąż świeżej dziedzinie kultury, która wymaga od widza zaangażowania, wrażliwości i wyczucia estetycznego, by zauważył on działania artystyczne i odróżnił je np. od zwykłych aktów wandalizmu na murach czy akcji reklamowej nowego produktu.
 
Oczywiście warto też śledzić informacje kulturalne i brać udział w zaplanowanych akcjach, happeningach, performance’ach i wszystkich innych działaniach, jakie artyści realizują w przestrzeni ogólnodostępnej, gdy wychodzą poza biały kubik galerii albo z wyboru nigdy w nim nie goszczą.
 
Brak planu nie wyklucza jednak sukcesu, bo sztuka publiczna z natury nastawia się na kontakt z przypadkowym widzem, przechodniem, a przy tym jest dość ulotna – dopuszcza zniszczenia, nietrwałość, tymczasowość i wszelkie reakcje publiczności.

 
Kultura leży na ulicy?
 
Wiele obiektów kultury wizualnej, które mijamy codziennie na ulicy, któregoś dnia znika bezpowrotnie – zostają wyrzucone, zamalowane, rozebrane, zdewastowane. Naszym zadaniem jest ich dostrzeżenie i „zapamiętanie”. Właśnie do tego służy Mapa Kultury.
 
Jesteśmy zatem w miejscu publicznym i otwieramy się kulturę. Co dalej? Co tak naprawdę warto i należy dokumentować?
 
Wszystko to, co wydaje nam się ciekawe i wartościowe w ikonosferze, czyli w naszym środowisku wizualnym, świecie obrazów wokół nas.
 
A ponieważ dziedzina jest wyjątkowa, często dokumentowane przez nas obiekty nie będą przystawały do klasycznego opisu tworzonego na Mapę Kultury. No bo jak mamy poznać datę odbicia szablonu na murze albo podać nazwisko autora muralu, jeśli nie jest on słynnym twórcą, rozpoznawalnym na pierwszy rzut oka?
 
Niektórych może zaskoczyć fakt, że istnieje już kilka poważnych, książkowych opracowań polskiego street artu i one mogą się tu okazać pomocne, np. album Artyści zewnętrzni, wydany przez BWA we Wrocławiu. Warto zaglądać też na streetartowe portale internetowe i do lokalnej prasy, która zazwyczaj zauważa nowe, ciekawe realizacje artystyczne w mieście.
 
W wypadku sztuki w przestrzeni publicznej ważna jest jednak przede wszystkim jej jak najdokładniejsza dokumentacja fotograficzna lub filmowa, bo w razie zniknięcia pracy to ona zastąpi dzieło. Jeśli mamy do czynienia z krótkotrwałą akcją, to warto podać jej szczegółowe dane, np. termin, uczestników, a także opisać przebieg – choćby reakcje publiczności. Nie będzie to trudne, gdy będziemy naocznymi świadkami. Pomocni w uzupełnianiu opisów tych wiadomości po umieszczeniu ich na Mapie mogą okazać się inni internauci.
 
 
Wspóln(a rob)ota
 
Przestrzeń publiczna ma ogromny potencjał kulturowy, co docenia wielu współczesnych artystów. Tworzą oni we współpracy ze zwykłymi ludźmi, ze społecznościami lokalnymi, odnoszą się do swojego najbliższego otoczenia i tam też pokazują efekty własnej pracy.
 
Przykładem takiej strategii artystycznej jest sztuka Pawła Althamera. Wiele akcji organizuje on wspólnie z sąsiadami z warszawskiego Bródna. W 2000 roku – dzięki zaangażowaniu mieszkańców, którzy o umówionej godzinie zgasili lub zapalili u siebie światło – artysta na swoim bloku przy ulicy Krasnobrodzkiej 13 utworzył świetlny napis „2000”. Latem 2009 roku w dzielnicowym parku otworzył Raj, czyli park rzeźby, a w grudniu tego samego roku, we współpracy z podopiecznymi z Grupy Pedagogiki i Animacji Społecznej Praga-Północ, wykonał i ustawił na rogu ulic Stalowej i Czynszowej w Warszawie pomnik Gumy – wybranego przez dzieci lokalnego bohatera.
 
Takie działania podejmuje też Joanna Rajkowska, autorka pracy Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich, czyli palmy na stołecznym rondzie de Gaulle’a (która wprawdzie nie wzbudziła oczekiwanej dyskusji o tożsamości kulturowej miasta, za to stała się symbolem Warszawy), czy nieistniejącego już Dotleniacza – miejsca rekreacji przy placu Grzybowskim w Warszawie.
 
Są to tzw. rzeźby społeczne – jedna z interesujących nas odsłon kultury na ulicy. W pracach tych od samego obiektu zazwyczaj ważniejszy jest jego odbiór społeczny, strona materialna ma często nietrwały charakter, jest narażona na uszkodzenia w wolnej przestrzeni.
 
Ostatnio w Warszawie, przy ulicy Chłodnej, pojawił się kolejny taki obiekt – Wielokropek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant, nawiązujący do kładki łączącej dwie części getta, która przebiegała tędy w czasie okupacji hitlerowskiej.
 
Dokumentacja takich akcji na Mapie Kultury to sposób na ich utrwalenie i pokazanie wszystkim, którzy nie zdążą w nich uczestniczyć czy ich obejrzeć.
 
Akcję zaznaczania sztuki ma mapie miasta zorganizowała też w czerwcu 2009 roku łódzka Galeria Manhattan. W ramach projektu Legalność Przestrzeni – Oznaczanie Miejsca – Łódź 1971–2009 wraz ze znaną polską artystką konceptualną Ewą Partum można było odwiedzić miejsca w Łodzi związane z jej akcjami artystycznymi z lat 70. XX wieku.
 
 
Od opozycji do pozycji, czyli polski street art
 
Ważnym elementem przestrzeni publicznej w Polsce jest street art, czyli sztuka ulicy. To wielkoformatowe murale malowane na ścianach, szablony odbijane na murach, sprejowane grafitti, małe, papierowe wlepki przyklejane na słupach czy w autobusach, a także tzw. guerilla art, czyli ingerowanie w przekaz reklamowy, np. dzięki doklejaniu haseł czy innych elementów na billboardach. W wielu krajach mistrzowie street artu są prawdziwymi gwiazdami, jak londyńczyk Banksy, skutecznie chroniący swoją prawdziwą tożsamość.
 
Historia z natury nietrwałej grafiki ulicznej wiąże się z buntem i aktami sprzeciwu, dlatego warto dokumentować nie tylko współczesne realizacje najlepszych twórców street artu, lecz także nieliczne pamiątki z czasów II wojny światowej (np. kotwice symbolizujące Polskę Walczącą) czy z okresu stanu wojennego w latach 80. XX wieku (choćby napisy solidarycą – czcionką Solidarności – czy krasnale malowane przez twórcę Pomarańczowej Alternatywy „Majora” Waldemara Fydrycha.
 
Poza tym z czasów PRL-u na murach pozostały zupełnie inne, ale również warte ocalenia pamiątki – całościenne reklamy państwowych gigantów, takich jak Totalizator Sportowy czy Państwowy Zakład Ubezpieczeń, a także miejscowych fabryk i zakładów. Często projektowali je znani graficy, a ich forma, mimo dużych zniszczeń, do dziś wydaje się nowoczesna. Niestety, podczas remontów budynków znikają dziś ostatnie z nich, dlatego tak ważna jest ich dokumentacja.
 
Za to współczesne murale, czyli wielkoformatowe malarstwo ścienne realizowane w przestrzeni publicznej, w ostatnich latach przestało się kojarzyć z buntem i działaniem poza prawem. Przeciwnie, jest tak popularne i doceniane, że doczekało się własnych festiwali sponsorowanych przez samorządy, jak warszawski Street Art Doping realizowany w okolicach mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Konkurs na mural towarzyszy nawet obchodom Roku Chopinowskiego! Coraz częściej murale są też produkowane przez znane instytucje sztuki i galerie, np. w związku z projektem Inne miasto, inne życie, organizowanym w 2008 roku przez Narodową Galerię Sztuki Zachęta, grupa Twożywo namalowała przewrotny mural Czystość jest? na budynku Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej przy ulicy Żelaznej w Warszawie. Galerię prac sfotografowanych na murach w różnych miejscach w Polsce (od Trójmiasta po Żywiec), a także na świecie, można obejrzeć np. na stronie kolektywu Vlep[v]net http://vlepvnet.bzzz.net/galeria_miejska. Niedawno na warszawskiej Pradze powstała stała galeria street artu – Viuro, pokazująca prawdziwych mistrzów tego gatunku. Dzięki akcji Podwórko miastem murali został też Płock, a na Wybrzeżu mówi się nawet o gdańskiej szkole muralu ze sztandarowymi pracami na murze Stoczni Gdańskiej. W Warszawie murale powstają np. z inicjatywy Muzeum Powstania Warszawskiego. Do malowania na murze muzeum są zapraszani znani artyści, m.in. Wilhelm Sasnal, który zrealizował tu słynne Bratki. Z kolei mistrzowie grafitti (nie mylić z wandalami rysującymi tagi na świeżo wyremontowanych elewacjach) od lat sprejują swoje prace na murze torów wyścigów konnych na Służewcu.
 
Ciekawym nurtem, wciąż rozwijającym się w polskim street arcie, jest tzw. guerilla art – sztuka partyzancka, walcząca o „odzyskanie ulic”, próbująca przeciwdziałać zdominowaniu naszej przestrzeni publicznej przez komercyjne treści reklamowe. Zazwyczaj stosuje przy tym metody dywersyjne, np. doklejanie na billboardzie elementów zmieniających jego przekaz czy zaklejanie go własnymi hasłami i plakatami.
 
Dokumentacja takich dzieł w przestrzeni miasta to często jedyny dowód ich istnienia. Znanymi twórcami nurtu guerilla art są trójmiejska grupa Radykalna Akcja Twórcza (RAT) czy artysta ukrywający się pod pseudonimem „Peter Fuss”.
 
 
Mała architektura może być wielka
 
Jeśli już ruszyliśmy w teren, to świetnym zadaniem może być dokumentacja, a zarazem ocalanie, obiektów niemających wiele wspólnego ze sztuką publiczną, ale bardzo cennych jako świadectwa przeszłości. Chodzi o małą architekturę. Mijamy ją codziennie i nie zwracamy na nią uwagi, ponieważ obiekty te są zwykle niezbyt spektakularne i anonimowe, często nie szanuje się ich, a bezmyślnie niszczone bezpowrotnie znikają z naszych ulic. A przecież to one tworzą swoisty klimat naszych miejscowości, stanowią ważny ślad lokalnej historii i obyczajów. Kapliczki podwórkowe, słupy ogłoszeniowe, odboje i pachołki bramne, dawne szyldy i reklamy, neony, ławki, latarnie, ujęcia wody – to często ciekawe i rzadkie przykłady rzemiosła artystycznego, a do tego skromni świadkowie dziejów i codzienności. Szczególnej ochrony wymagają modernistyczne obiekty z czasów PRL-u, o które mało kto się dziś troszczy, bo nie mają za sobą stuletniej historii.
 
 
Świet(l)na sztuka
 
Doskonałym przykładem obiektów wymagających pilnej dokumentacji i ochrony na ulicach  polskich miast są neony. Te najciekawsze pochodzą zazwyczaj z lat 60. i 70. XX wieku, kiedy odbywały się akcje neonizacji głównych ulic Warszawy, np. Marszałkowskiej czy Puławskiej.
 
Mimo sporej mody na neony i zapowiedzi utworzenia galerii ocalonych neonów w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie tylko pojedyncze obiekty są odnawiane przez nowych właścicieli. Przykładem może być neon nad domem meblowym Emilia czy światła TR Warszawa (dawnego Teatru Rozmaitości). Na warszawskim MDM-ie od 2006 roku, dzięki wsparciu artystki Pauliny Ołowskiej, ponownie świeci Siatkarka Jana Mucharskiego z 1960 roku. Jednak wiele neonów wciąż znika z ulic i zazwyczaj trafia na śmietnik.
 

Jak widać, w ocalaniu obiektów kultury materialnej i ulotnych realizacji artystycznych w naszej przestrzeni publicznej jest mnóstwo do zrobienia. Dokumentacja dzieł na ulicach i murach, a następnie umieszczanie na Mapie Kultury to działania bezcenne, bo stanowiące często jedyny ślad ich istnienia. Fotografie bezpowrotnie zniszczonych przykładów sztuki ulicy mogą dodatkowo stać się elementem kolekcji sztuki najnowszej –takie zbiory już istnieją! Dlatego liczymy na was – Mapa Kultury czeka na silnych i wytrwałych KULTURY-stów! 

Podziel się:  

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter