Mapa Kultury - Chaplin w spódnicy. Mira Zimińska-Sygietyńska w Qui Pro Quo

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Chaplin w spódnicy. Mira Zimińska-Sygietyńska w Qui Pro Quo

Autor wpisu: Andrzej
Data publikacji: 26.09.2011
Okres historyczny: 20-lecie międzywojenne 1918-1939

Cięty dowcip, talent komiczny i aktorski. Gwiazda stołecznych teatrów literackich, która po ulicach miasta jeździła czerwonym kabrioletem marki Bugatti. Jeszcze nie wiecie, o kogo chodzi? To oczywiście Mira Zimińska-Sygietyńska.

Ale po kolei.

Właściwie nazywała się Maria Burzyńska. Urodziła się w Płocku 21 lutego 1901 roku. Choć nie wiadomo tego na pewno. Sama artystka przyznawała nieoficjalnie, że prawdziwy rok jej urodzin to 1895.

Na scenie zadebiutowała bardzo wcześnie. Miała zaledwie półtora roku. Jej rodzice, pracownicy Teatru Miejskiego w Płocku (mama była bileterką i bufetową, a tata zajmował się maszynerią sceniczną i dekoracjami), „wypożyczyli” ją ukraińskiej trupie aktorskiej, która przyjechała na występy gościnne i koniecznie potrzebowała płaczącego dziecka.

Gdy Maria miała siedem lat, zagrała rólkę Stasi w sztuce Gabrieli Zapolskiej Ich czworo. Musiała nieźle spisać się na scenie, bo później pojawiła się jeszcze w inscenizacjach dramatów: W małym dworku Tadeusza Rittnera i Wesele Stanisława Wyspiańskiego. Te przedstawienia wyszły poza mury płockiego teatru i ruszyły w objazd po okolicznych miasteczkach. Jako nastolatka artystka wpadła na pomysł, by przybrać imię Mira, ponieważ uznała je za bardziej „poetyczne”. Wspominała, że zaczerpnęła je z romansu dla młodych panienek.

Mira marzyła o karierze aktorskiej, wyruszyła więc do Warszawy. Tu los się do niej uśmiechnął, bo już w wieku 18 lat zadebiutowała w jednym z najsławniejszych wówczas teatrów literackich – w Mirażu. Mieścił się on u zbiegu Świętokrzyskiej i Nowego Światu (dziś w dawnej siedzibie teatru znajduje się kawiarnia Nowy Wspaniały Świat). Artystka grała tu w lekkich, komediowych spektaklach, między innymi w farsie Intendent w opałach i operetce Księżniczka czardasza.

Jednak prawdziwe sukcesy dopiero na nią czekały. Mirę zaangażowano do legendarnego kabaretu Qui Pro Quo, który od 1919 roku działał przy ulicy Senatorskiej 29. Podobno był to pomysł Tadeusza Sobockiego, jednego z założycieli teatrzyku. Zadebiutowała tu w sierpniu 1920 roku (a więc tuż po bitwie warszawskiej, zwanej „cudem nad Wisłą”) rolą w rewii W godzinie cudu. W Qui Pro Quo artystka występowała aż do 1931 roku, do końca istnienia tej sceny. Była nie tylko aktorką, śpiewała również piosenki (wiele z nich stało się przebojami), a czasem zajmowała się też konferansjerką w zastępstwie legendarnego Fryderyka Járosyego (po raz pierwszy w tej roli wystąpiła w marcu 1925 roku w rewii Hallo! Ciotka!).

Właśnie na scenie Qui Pro Quo wykształcił się charakterystyczny styl Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Wyróżniał ją ironiczny stosunek do postaci, w które się wcielała, co w połączeniu z ogromnym talentem komicznym, aktorskim i tanecznym spowodowało, że zyskała przydomek „Chaplin w spódnicy”. Antoni Słonimski pisał o niej: „W sposobie prowadzenia dialogu Zimińska ma swój specjalny rodzaj nawiązywania kontaktu z widownią. Ma specyficzny uśmieszek porozumiewawczy. Ta wirtuozeria podawania dowcipu…”

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Artystka szybko stała się ulubienicą publiczności i stołecznych wyższych sfer. Dlatego też w jej skeczach wielokrotnie pojawiają się parodie pań z towarzystwa. Najczęściej pisał dla niej Marian Hemar, z którym połączyło ją wieloletnie uczucie.
Słynęła z cygańskiego trybu życia i ekstrawagancji. Przepadali też za nią intelektualiści i literaci, na przykład Tadeusz Żeleński-Boy czy Jerzy Stempowski, z którym łączyła ją serdeczna przyjaźń, przyjaźniła się także ze skamandrytami, pozowała do aktu Witkacemu. A wszystko za sprawą ciętego języka i talentu do trafnych ripost. Artystka miała też swoją rubrykę w „Kurierze porannym” zatytułowaną „Duby smalone”.

Razem ze sławą pojawiły się pieniądze. Na ich brak Zimińska nie mogła narzekać, jej gaże należały do najwyższych w kraju. Występowała w reklamach futer, perfum, samochodów. Należała zresztą do zapalonych automobilistek. Uwielbiała prowadzić, a zasiadała za kierownicą tak luksusowych marek jak Mercedes czy Bugatti. Zresztą jej czerwony kabriolet tej drugiej marki był słynny w całej stolicy.

Aktorka nie spoczęła jednak na laurach. Coraz bardziej ciągnęło ją na dużą scenę, do większych ról. I udało się. W 1929 roku pojawiła się na deskach Teatru Polskiego w Artystach Artura Hopkinsa i Gearge’a M. Watersa. I chociaż grała u boku takich sław, jak Stefan Jaracz czy Maria Modzelewska, to Antoni Słonimski pisał w recenzji: „Na szczerą pochwałę zasługuje [...] Zimińska, która z zacięciem i humorem zadebiutowała na scenie Teatru Polskiego. Będą z niej ludzie. Zimińska, człowiek jesteście”.

Później grała jeszcze między innymi w Pierwszej pani Frazer Johna Ervine’a na deskach Teatru Małego czy w Pannie Maliczewskiej Gabrieli Zapolskiej w Ateneum. Pojawiała się także w filmach, choć jej dorobek w królestwie X Muzy nie jest zbyt pokaźny. Na srebrnym ekranie zadebiutowała w filmie eksperymentalnym Wszystko się kręci w reżyserii Danny’ego Kadena. Była to próba połączenia kina z teatrem żywego planu. Zimińska występowała w filmach zarówno niemych, jak i dźwiękowych.

A potem przyszła wojna, więzienie na Pawiaku i czasy powojenne, które przyniosły kolejny zwrot w jej karierze i nadały jej zupełnie inny kierunek…

Źródło:

Mira Zimińska-Sygietyńska, Druga miłość mego życia, Warszawa 1990.
Mira Zimińska-Sygietyńska, Nie żyłam samotnie, Warszawa 1985.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,5 (głosów: 1164)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane lokalizacje

Galeria

Mira Zimińska - Czegoś mi brak (1938)
Mira Zimińska - Nikt tylko ty
Mira Zimińska - Drzewo migdałowe
Adolf Dymsza i Mira Zimińska śpiewają i tańczą w filmie Każdemu wolno kochać z 1933 roku.

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter