Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Rozmowa z Czesławą Krystyną Chojnicką

Autor wpisu: Bożena.Ciesielska
Data publikacji: 30.10.2011
Okres historyczny: III Rzeczpospolita po 1989 r.

O zainteresowaniu literaturą w dzieciństwie, pierwszych wierszach, działalności Lipnowskiej Grupy Literackiej i pracy z młodzieżą z Czesławą Krystyną Chojnicką rozmawiała Oliwia Sobocińska ze Szkoły Podstawowej w Skępem.

Gdzie się Pani urodziła i skąd pochodzi Pani rodzina?
Powitałam ten świat i mieszkam na stałe, a trwa to już pół wieku z okładem, na pięknej ziemi dobrzyńskiej. Ucząc się lub pracując, kilka razy zmieniałam miejsce stałego lub czasowego pobytu i były to miejscowości: Rypin, Kobrzyniec, Wymyślin, Brodniczka, Bydgoszcz, Okalewo, Łódź i Jastrzębie.

Mój tato, S. Ostrowski, stracił ojca, będąc kilkuletnim dzieckiem – był to czas pierwszej wojny światowej. Kiedy dorósł, po odbyciu służby wojskowej, podczas której ukończył Szkołę Podoficerską w Brodnicy, ożenił się z córką przedwojennego wójta gminy Chrostkowo, czyli z moją mamą. Brał czynny udział w drugiej wojnie światowej, dowodząc osiemnastoosobowym plutonem żołnierzy. Na froncie został raniony szrapnelem. Dostał się do niemieckiej niewoli, z której po roku, wskutek wycieńczenia, został zwolniony „jako niezdolny do życia”. Długo się leczył. Już w 1942 roku wstąpił do Armii Krajowej. Powierzono mu funkcje: komendanta placówki AK w Adamowie oraz zastępcy komendanta rejonu. Przykrywką pracy konspiracyjnej był warsztat szewski, który prowadził. Mama ofiarnie wspierała ojca. Byli wspaniałymi rodzicami i dzielnymi Polakami.

Kim chciała Pani zostać, gdy była Pani małym dzieckiem?
Jako berbeć bardzo lubiłam tańczyć na podwórku, chciałam latać jak skowronek po niebie, zamieniać się w kwiaty, motyle, księżniczki, dobre wróżki, ale szybko wracałam na ziemię, bo bardzo kochałam rodziców. Kiedy miałam trochę więcej lat, chciałam leczyć ludzi albo nauczać, może pisać...

Czy w rodzinie ktoś pisał wiersze?
Tego nie wiem na pewno. Być może były chowane w najgłębszy kąt, jak w swoim czasie moje. Z zacięciem literackim zdradził się mój starszy brat z Gdańska, z którym w czasach licealnych wymienialiśmy obszerną korespondencję. Wiem, że miał gruby zeszyt zapisany opowieściami. Niestety, nie poznałam ich. Brat już zmarł.

Żyją natomiast w mojej pamięci i w sercu cudowne zimowe wieczory wypełnione głośnym czytaniem, początkowo jeszcze przy lampie naftowej, gdyż trwała elektryfikacja kraju. Rodzice czytali na przemian. Ciepły, melodyjny głos mamy wprost zaczarowywał. Wcielałam się wtedy w różnorakich bohaterów czytanych książek i przenosiłam w różne miejsca, bez ograniczeń przestrzennych, czasowych i finansowych. Tato czytał wyraziście, dobitnie. Z czasem, kiedy szkoła pomogła rodzeństwu i mnie odkryć znaczenie tajemniczych znaków alfabetu, przejęliśmy rolę lektorów, spychając rodziców na pozycje słuchaczy.

Od kiedy zaczęła się Pani interesować literaturą?
Od wczesnego dzieciństwa, oczywiście amatorsko, nie zawodowo. Czytanie było przyjemnością i relaksem. Przyznam ci się, że nie zawsze realizowałam to upodobanie odpowiedzialnie. Zdarzało mi się na przykład czytać przy złym oświetleniu, ukradkiem pod ławką w czasie lekcji. Kiedyś na lekcji francuskiego, wtopiona w burzliwą akcję, wydałam okrzyk grozy, wprawiając w zakłopotanie siedzącą obok koleżankę, która ostrym kuksańcem sprowadziła mnie na ziemię. Jeszcze „weselej” było na lekcji matematyki, kiedy wezwana przez panią profesor do rozwiązania zadania na tablicy, musiałam przenieść się z „pięknego świata literatury” do szarej szkolnej rzeczywistości. Dzięki mądrości i wyrozumiałości pani profesor Talarek wybrnęłam wprawdzie na trzy z plusem, ale po tej przygodzie postanowiłam zagłębiać się w literaturze w bardziej stosownym do tego czasie.

Obcowanie z książką to cudowna przygoda, pozwalająca nam być wszędzie i wszystkim, czym chcemy, jeśli podążymy za fantazją autora. Po książki sięgam i sięgałam chętnie, choć nie zawsze możliwości szły w parze z pragnieniami.

Co skłoniło Panią do pisania wierszy?
Napisałam i zostały wydane cztery książki. Dwie z nich pisane są prozą, a dwie zawierają wiersze. Oto ich tytuły: Opowiadania (2007) złożone z trzech odrębnych historii – Niemi świadkowie wydarzeń, Szpaki i Wspomnienia z KazachstanuMała i duża historia (2009) oraz Droga (luty 2008) i Usłysz wołanie... (październik 2008).

Co mnie skłoniło do pisania? Chyba mój niespokojny duch, jakaś wewnętrzna siła, potrzeba... Widzisz, niektórzy ludzie mają w sobie taką pasję, która mobilizuje ich do tworzenia, do podejmowania działań w określonej dziedzinie. Doświadczenia życiowe i wpływ otoczenia mogą tę pasję zaktywizować albo ją zniszczyć. Tak wiele dzieje się wokół nas i w nas, stąd ta potrzeba zobrazowania pewnych uczuć, spostrzeżeń, doświadczeń i dania ujścia emocjom. Jest wiele do utrwalenia – piękne osobowości, cuda tego świata, a także dramaty dotykające ludzkość i pojedynczego człowieka.

Pisząc, rozmawiamy sami ze sobą i z drugim człowiekiem, a więc wzbogacamy się. Czerpiemy i obdarowujemy. A czyż nie taki ma sens wszelka twórczość, by ubogacać, wspierać, czynić życie lepszym, piękniejszym i pełniejszym?

Pani pierwszy wiersz?
Zapewne był to wytwór chwili. Kiedy przeżywamy coś intensywnie, targają nami emocje, bywa, że wiersze „wypływają z nas”, rodzą się jakby same. Trzeba je tylko zapisać. Bywa również tak, że podejmujemy jakiś temat z rozmysłem, rozwijamy go i szlifujemy. Wtedy proces tworzenia trwa dłużej. Trudno jest pisać „na siłę”, kiedy nie czujemy tego w sobie. Musimy mieć tak zwaną wenę twórczą. A więc czas narodzin nowego utworu bywa zróżnicowany.

Kiedy napisała Pani książkę z wierszami?
Gdy uzbiera się już sporo napisanych w różnym czasie wierszy, można je wydać w postaci tomiku poezji, czyli w postaci książki. Pierwsza książka mojego autorstwa ukazała się w 2007 roku. Były to pisane prozą Opowiadania. W lutym 2008 roku ukazał się tomik wierszy zatytułowany Droga. Materiał na książkę gromadzi się przez miesiące albo i lata. Wiele zależy od zaangażowania autora, od jego motywacji, którą kształtują czynniki: wewnętrzne i zewnętrzne, środowiskowe, życiowe...

Skąd biorą się pomysły na pisanie?
Przynosi je życie. Własne odczucia, przeżycia, doświadczenia, priorytety oraz obserwacja świata, ludzi, przyrody, zdarzeń, otaczającej nas rzeczywistości. Jest wiele problemów i rzeczy, nad którymi warto się pochylić, zatrzymać, które warto rozważyć, utrwalić, czasem napiętnować... Oby tylko nie zabrakło autorom mądrości, zapału i siły do pisania.

Woli Pani pisać wiersze dla dzieci czy dla dorosłych?
Piszę z myślą głównie o młodym czytelniku, wchodzącym w świat pełen zagadek, niespodzianek i często pułapek czyhających na młodzież. Jeśli uda mi się rozjaśnić, co ciemne, wskazać drogę, przestrzec czy podać rękę, ułatwić dokonanie słusznego wyboru dzięki podzieleniu się własnym doświadczeniem, zapobiec poczuciu osamotnienia, umocnić ducha czy przywołać uśmiech, to pomogę i komuś, i sobie. Będzie to wspólne zwycięstwo.

Uważam, że moje wiersze nie mają ograniczeń wiekowych. Mogą sięgać po nie z pożytkiem zarówno dzieci, jak i dorośli. Napisane są zrozumiałym, poprawnym językiem, zawierają pozytywne wartości i są prawdziwe. Ich rytm i rym powodują, że czyta się je lekko. Dostarczają estetycznych doznań i ubogacają ducha.

Od którego roku należy Pani do Lipnowskiej Grupy Literackiej?
Lipnowska Grupa Literacka istnieje już dwudziesty rok. Powstała piątego grudnia 1989 roku pod patronatem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lipnie z inicjatywy ówczesnego dyrektora pana Tadeusza Chojnickiego. Zostałam zaproszona do LGL i jestem jej członkiem od stycznia 2008 roku. Spotykamy się w pierwsze piątki każdego miesiąca o godzinie 17 w czytelni biblioteki, której lokum znajduje się w Miejskim Centrum Kulturalnym w Lipnie. Przewodniczącym jest Sławomir Ciesielski ze Skępego, a mecenat sprawuje Miejska Biblioteka Publiczna w Lipnie: dyrektor Ewa Charyton, Iwona Kowalska oraz Dorota Trojanowska.

Czym zajmuje się Lipnowska Grupa Literacka?
Na comiesięcznych spotkaniach wymieniamy informacje, doświadczenia, uczymy się nawzajem. Życzliwa krytyka utworów prezentowanych przez poszczególnych członków, pomaga w doskonaleniu warsztatu pisarskiego, rozwija zmysł samokrytyczny. Jak wszelkie spotkania, tak i te służą wzajemnemu poznawaniu się, nawiązywaniu przyjaźni. Na spotkaniach bywają też przedstawiciele lokalnych władz oraz twórcy realizujący się w innych dziedzinach niż pisarstwo (na przykład malarze, sympatycy sztuki), co dobrze służy integracji środowiska i ubogaca jego kulturę.

Z okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich 23 kwietnia mieliśmy spotkanie zbiorowe Grupy z młodzieżą szkół podstawowych i średnich w Miejskim Centrum Kultury. Natomiast od 5 do 11 maja 2008 roku, to jest w Tygodniu Bibliotek i Bibliotekarzy, byliśmy zapraszani na spotkania i prezentacje indywidualne. Część z nas, ja również, ocenialiśmy prace uczestników Konkursu Jednego Wiersza pod tytułem „Ziemia dobrzyńska moja mała ojczyzna” oraz popisy recytatorskie na konkursie w Prywatnym Gimnazjum imienia Jadwigi Jałowiec. Odpowiadając również na zaproszenia dyrekcji szkół, odbywamy spotkania i prezentacje w szkołach.

Funkcjonowanie LGL stwarza także szansę publikacji wybranych utworów w zbiorowych tomikach wydawanych okazjonalnie przez Grupę.

Czy trudna jest Pani praca? Czym zajmuje się Pani zawodowo?
Z zawodu jestem pedagogiem. Jako adeptce zawodu nauczycielskiego powierzono mi kierowanie czteroklasową szkołą podstawową o klasach łączonych. Było to poważne wyzwanie dla początkującego nauczyciela. Wyjątkowo ciepło wspominam ten okres. Zarówno władze oświatowe, uczniowie, jak i rodzice byli bardzo zaangażowani w proces dydaktyczno-wychowawczy. Charakteryzowały ich niezwykła troska i życzliwość, także w stosunku do „swojego” nauczyciela, który cieszył się dużym autorytetem w środowisku.

Następnie miałam kilkumiesięczny epizod pracy w inspektoracie szkolnym. Jednak bardziej interesowała mnie bezpośrednia praca z młodzieżą. Wróciłam więc do szkoły, gdzie uczyłam głównie języka polskiego. W zależności od potrzeb okresowo nauczałam też innych przedmiotów.

Do zawodu przygotowywałam się w liceum pedagogicznym, po czym ukończyłam Wyższą Szkołę Nauczycielską w Bydgoszczy i studia magisterskie na Uniwersytecie Łódzkim. Praca nauczyciela jest odpowiedzialna i niełatwa, ale niezwykle ważna i – tak uważam – zaszczytna. Wymaga dobrego przygotowania, dużej dyscypliny, sumienności oraz tolerancji, zarówno od nauczającego jak i uczącego się. Trzeba dokonywać mądrych wyborów i patrzeć perspektywicznie, bo efekty przyjdą dopiero z czasem. Podobnie jak roślinka, która zanim rozkwitnie, wymaga troskliwej pielęgnacji, tak i młody człowiek absorbuje wiele uwagi. Potrzebuje rozważnego i cierpliwego prowadzenia, aby mógł się w pełni rozwinąć w odpowiedzialną, wartościową osobę. Osiągnięcie sukcesu daje ogrom radości i satysfakcji. Bywają niestety także bolesne porażki.

Obecnie jestem już na emeryturze i tylko pośrednio wspomagam skomplikowany proces edukacji. Zapewne zgodzisz się ze mną, że największym bogactwem narodu są dobrze wychowani i wykształceni, odpowiedzialni ludzie. Osiągnięcia tej pełni gorąco Tobie i wszystkim uczniom życzę!

Jak długo czeka się na wydanie wierszy?
Bywa z tym bardzo różnie. Mogą to być tygodnie, miesiące, lata albo i całe życie. Czasami zadecyduje szczęśliwy zbieg okoliczności. Jeśli jest zachęta, potwierdzenie, że to, co robimy, ma sens, jest dobre i jeszcze spotkamy „właściwych ludzi” na swojej drodze, to książka ma szansę ukazać się bardzo szybko. Bywa niestety też i tak, że utwory pozostają w szufladzie autora i nigdy nie trafiają do czytelnika. Liczy się oczywiście ich wartość, ale także zaangażowanie samego twórcy i środowiska, w którym działa. Niezależnie od tego, czy twórczość zostanie opublikowana czy nie, pisać warto, jeśli mamy coś do powiedzenia i czujemy wewnętrzną potrzebę. Wzbogacimy przecież, jeśli nie potencjalnego czytelnika i dorobek kulturalny regionu, kraju, to przynajmniej własną osobowość. A więc możemy zdziałać wiele dobrego dla siebie oraz dla innych i przeżyć coś miłego. Jak mówi strofa jednego z moich wierszy: „Poezja duszy śpiewaniem jest / graniem tęsknotą radością też / uskrzydla koi odradza siły / człowiek z nią większy bogatszy silny”.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła Oliwia Sobocińska ze Szkoły Podstawowej w Skępem. Powstał on w ramach programu Literacki atlas Polski realizowanego przez Centrum Edukacji Obywatelskiej.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,8 (głosów: 1253)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane osoby

Powiązane lokalizacje

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter