Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Leon Tarasewicz - malarz pejzażu

Autor wpisu: ewa_zwierzyńska
Data publikacji: 12.03.2012
Okres historyczny: III Rzeczpospolita po 1989 r.

 

O wystawie w Łapiczach zrobiło się głośno zarówno na Podlasiu, jak i w kraju. Zjechali na nią najwybitniejsi krytycy sztuki współczesnej i osobistości polskiego życia kulturalnego. Postanowiłam zgłębić fenomen Leona Tarasewicza i wybrałam się do Łapicz.

 

Leon Tarasewicz ( ur. w 1957 r.) to znany i ceniony na całym świecie malarz pochodzący z podlaskiej wioski Waliły k/Gródka. To z nich wyjechał najpierw do Warszawy aby studiować malarstwo na ASP, a po obronie dyplomu szybko rozpoczął międzynarodową karierę. Nie ma chyba kontynentu, na którym podlaski malarz nie wystawiałby swoich prac: swoje drzwi otwierały dla niego galerie w Nowym Jorku i Frankfurcie, Tel Awiwie i Seulu, brał udział w biennale w Wenecji i Sao Paulo. Jego sztukę doceniono również w Polsce przyznając mu liczne nagrody m.in. Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis i Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

 

Ten wielce utytułowany i zasłużony artysta przyznaje:" Nie ma żadnej twórczości która by odbiegała od życia danego artysty i jeżeli twórczość Chagalla jest połączeniem bajkowości białoruskiej z mistycyzmem żydowskim to dokładnie ze mną jest to samo, że choćbym nie wiem co udawał to i tak będę chłopcem z wysr....ki który po prostu maluje takie a nie inne rzeczy". Tarasewicz wie, co mówi. On nigdy nie udawał kogoś, kim nie jest. "Jestem prostym chłopcem z Walił"- ogłasza i postanawia zorganizować wystawę swoich prac w Łapiczach ( gdzie to jest?!).

 

Łapicze okazały się mikroskopijną wioską leżącą tuż obok granicy z Białorusią. Należało najpierw dotrzeć do Krynek a następnie poruszać się nieutwardzonym i nieoznakowanymi drogami polnymi. Kiedy po wielu zakrętach i perypetiach wreszcie udało mi się do niej dotrzeć ujrzałam przyczepioną do drewnianego płota tabliczkę z nazwą ulicy : Marszałkowska. Na czas wystawy tak właśnie ochrzcił ją sam artysta, jako że postanowił pokazać swoje obrazy w gospodarskie agroturystycznym swoich przyjaciół - u państwa Marszałków.

 

Przed bramą wjazdową na posesję stoi wielki baner: "Lonik Tarasewicz, nowe obrazy malarskie." Za płotem kwitną żółte kwiaty. Na elewacji drewnianego domu mam okazję podziwiać pierwszy obraz mistrza: wielką i długą plandekę pomalowaną w biało-niebieskie pasy. Nieopodal dwa kolejne obrazy abstrakcyjne - jakieś niebiesko-żółte plamy, zielono-bure ciapki. We wnętrzu domu do sufitu przymocowano kolejne monumentalne dzieło - płaszczyzna z podobnymi niezidentyfikowanymi bliżej zaciekami. Do ekspozycji należały również obiekty, których przeznaczenia ani sensu nie potrafiłam dociec. To kolorowe sześciany poustawiane na stelażach pośrodku trawnika - czerwone, żółte, zielone i inne.

 

Byłam skonfundowana. Nie rozumiałam ani tych dzieł, ani zamysłu autora. Wszyscy wokół mnie robili mądre miny, spacerowali i podziwiali, a ja patrząc na całą tę scenę miałam coraz większą ochotę wybuchnąć śmiechem. O Leonie Tarasewiczu można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest on artystą sztampowym. Co więcej - według niego sztuka w swej istocie to właśnie działanie wyłamujące się ze schematów, zmuszające do weryfikacji utartych ścieżek. Tarasewicz zawsze marzył o przekraczaniu granic, wyjściu poza ramy. Taką postawę przyjął zarówno w swoim życiu, jak i twórczości. Obsesja wypadnięcia z ram doczekała się u niego dosłownej realizacji - w pewnej chwili jego obrazy wylały się na otoczenie i zaczęły ogarniać oglądających z każdej strony. Z malarza obrazów Tarasewicz stał się malarzem przestrzeni: zamalowuje nie tylko ściany galerii ale również podłogi i sufit. Dzieła te są efemeryczne, krótkotrwałe - po skończonej ekspozycji obrazy są skuwane i usuwane. Dalej funkcjonują już tylko na fotografiach i filmach video.

 

Przykładami takich działań jest wystawa w CSW w 2003 roku. Artysta wylewa na podłogę galerii hektolitry kolorowego betonu, tworzy labirynty, tunele i rusztowania po których można spacerować i oglądać obrazy namalowane pod sufitem. Wszystko po to, by widz mógł wniknąć głęboko w strukturę obrazu, poczuć go wszystkimi zmysłami, roztopić się w nim. Sam powie:"Moim marzeniem jest, by obrazy przejęły kontrolę nad odbiorcą w taki sposób, by jego otoczenie przestawało istnieć, wtedy obraz, nieograniczony żadnymi ramami, mógłby się bez przeszkód rozrastać, wciągając odbiorcę. " Tarasewicz chce stworzyć obraz totalny, obraz do oglądania, deptania, dotykania i doświadczania. Krytyk sztuki Kim Levin pisze o tej wystawie:"Nie będzie to instalacja, lecz miejsce, które jest obrazem. Obraz w prawdziwej przestrzeni. Traktuje on ściany, podłogę, drewniane platformy i rusztowania jako swoisty blejtram dla tego ogromnego, rozszerzającego się w otoczenie obrazu w przestrzeni architektonicznej.

 

Przytoczone na początku twierdzenie o niemożności oderwania artysty od jego doświadczeń skłania do stawiania pytań. Czy marzenie o obrazie ogarniającym ze wszystkich stron nie bierze się przypadkiem z wielkiego wrażenia, jakiemu ulegał jako dziecko uczęszczając do cerkwi w Gródku? Wiele świątyń prawosławnych wewnątrz jest pokrytych freskami przedstawiającymi różne wydarzenia biblijne oraz postaci świętych. Freski pokrywają całą dostępną przestrzeń - ściany, sufity, niekiedy nawet podłogi opowiadają historie. Celem takiego zagospodarowania przestrzeni jest stworzenie "nieba na ziemi", ikony która wchłaniałaby wiernych do środka i przenosiła do niebiańskiego świata. Cerkiew w Gródku należy do tego typu świątyń. Tarasewicz wielokrotnie opowiadał o wielkim wrażeniu, jakie wywoływały w nim gródeckie freski. Biorąc pod uwagę fakt, że w dużej części wykonał je Jerzy Nowosielski trudno dziwić się ich sile oddziaływania na wyobraźnię.

 

Oglądając film z przygotowania wystawy w Zachęcie w 1999 roku, kiedy to artysta pomalował schody i podłogę w galerii widzę pasję artysty. Stojąc na kolanach na podłodze galerii, ubrany w robocze drelichy, usmarowany od stóp do głów wylewał całe wiadra farby i dłońmi rozprowadzał emulsję po podłodze, wiercił, przykręcał i szpachlował. Widać było, że ten rodzaj fizycznego wysiłku, siłowego zmagania się z materią, wyczuwania pod dłońmi powierzchni, farby, jej struktury, sprawia mu niesamowitą, wręcz sensualną przyjemność. Jego radość można śmiało porównać do radości dziecka zatracającego się całkowicie podczas zabawy w błocie. Już sama obserwacja jego poczynań przy pracy sprawia niesamowitą frajdę. Artysta zmieniał się jak kameleon - raz wydawał się zwykłym robotnikiem budowlanym, za chwilę pomalowaną podłogę kropił farbami gestem przypominającym kapłana kropiącego wodą święconą by w końcu przeistoczyć się w pana boga, który po stworzeniu świata posyła na niego farbowany deszcz.

 

Leon Tarasewicz pomimo międzynarodowej sławy nie lubi blichtru. Po ukończeniu studiów w Warszawie powrócił do rodzinnych Walił, aby tam osiąść na stałe i pracować. Czuje się mocno związany ze swoja "małą ojczyzną" i kulturą podlaskich Białorusinów. Nie wyobraża sobie życia pod innym niebem. Tkwi korzeniami w ziemi swego dzieciństwa i pełnymi garściami czerpie z niej inspirację.

 

Przez krytyków jest uważany jest za pejzażystę a ściślej rzecz ujmując za "abstrakcjonistę krajobrazu". Bliskość nieskażonej cywilizacją przyrody w sposób zasadniczy wpłynęły na jego twórczość. Sam twierdzi, że gdyby nie był malarzem z pewnością zostałby leśnikiem. Fascynuje go kolor i światło. Najczęściej jest to kolor czysty i mocny, jakby pulsujący, wibrujący. Tarasewicz dość szybko zogniskował swoje artystyczne poszukiwania na abstrakcji. Pomimo tego w jego obrazach możemy dopatrzeć się kolorów i rytmów charakterystycznych dla krajobrazu: drzewa, zaorane pole, góry, gałęzie. Początkowo nadawał swoim obrazom tytuły: "Las", "Ptaki". Potem zaniechał tego uważając, że malarstwo samo powinno się bronić. Jego obrazy coraz bardziej zatracają rzeczywiste kształty by w końcu przeobrazić się w ciągi różnokolorowych, rytmicznych pasów i tylko od naszej wyobraźni zależy czy ujrzymy w nich drzewa czy bruzdy na polu. Paleta barw również ulega redukcji, najczęściej używa dwóch-trzech podstawowych kolorów.

 

Sztuka współczesna nie zawsze jest łatwa w odbiorze, niekiedy trzeba wykonać wysiłek, aby zrozumieć jej przesłanie. Usiłując zgłębić malarstwo Tarasewicza w pewnej chwili zrozumiałam, dlaczego wybrał Łapicze zamiast ścian światowych galerii. Gdy zapadł zmrok i zapaliły się światła nagle plastikowe sześciany zaświeciły niczym kolorowe domki na wsi podlaskiej, a niebiesko-żółte plamy na suficie zamieniły się w piękne niebo po którym sunęły rozświetlone słońcem obłoki. Biało-niebieskie pasy ożyły i zamieniły się w rzekę. Zrozumiałam, dlaczego artysta uparł się, aby prace umieścić w plenerze podlaskiej przyrody. Bo to właśnie ich miejsce.

 

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,4 (głosów: 1176)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane osoby

Powiązane lokalizacje

Powiązane tagi

Galeria

Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu
Leon Tarasewicz - malarz pejzażu

Mapa

Pliki do ściągnięcia

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter