Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Adwentowe zwyczaje dawnej wsi podlaskiej

Autor wpisu: ewa_zwierzyńska
Data publikacji: 03.12.2012

Co dzisiaj robimy w późnojesienne, długie wieczory? Być może niektórzy z nas czytają książki, oglądają telewizję, chodzą do kina bądź spotykają się z przyjaciółmi. Trudno jednak uogólniać, bowiem każdy z nas robi to, co uważa za stosowne.

Jakże inaczej żyło pokolenie naszych dziadków i babć, szczególnie tych, którzy mieszkali na wsi. Ich działania i obowiązki były uporządkowane i jasno określone w ramach społeczności, w której urodzili się i wychowali. Życie ich toczyło się stałym, utartym torem, wpisane w cykl zmieniających się pór roku a z nimi - kalendarza agrarnego i prac polowych.

Pod koniec listopada pola były już puste, a bydło zagnane do chlewów. Przychodził czas definitywnego zakończenia wszelkich prac polowych. Odpoczynek dla ziemi nie oznaczał jednak odpoczynku dla gospodarzy. Na dawnej wsi nie funkcjonowało pojęcia "czasu wolnego". Praca, rozrywka i odpoczynek splatały się w jedną nić, stanowiącą istotę życia. Dawne gospodynie nie wyobrażały sobie, że można siedzieć i nic nie robić. Zawsze należało robić "coś", bo tego wymagało surowe życie na wsi. Podczas pracy dostarczano sobie rozrywki - śpiewano, żartowano, opowiadano historie, a odpoczywano wykonując lżejsze prace jak np. wyszywanie czy naprawa sprzętów gospodarskich.

Czas nadejścia zimy zapowiadał przeniesienie czynności gospodarskich z pola w obręb własnej zagrody i domu. Na mężczyzn czekało zwiezione do stodoły zboże, które musiało zostać wymłócone. Kobiety spoglądały na stertę przygotowanego lnu i wełny, które należało utkać na materiał, by móc uszyć ubrania, pościel i ręczniki.

Obyczaje przedchrześcijańskie, których podstawą były zmieniające się pory roku i cykle wegetacyjne roślin w dużej części zostały wchłonięte i zaadoptowane do nowej, chrześcijańskiej religii, a rym świąt pogańskich zastąpił kalendarz kościelnych świąt. Szczególnie uroczyście świętowano dni przesileń słonecznych. Jednym z takich dni był 24 grudnia - dzień w którym "rodziło się światło" i z każdy kolejny dzień stawał się dłuższy od poprzedniego. Boże Narodzenie idealnie wpisało się w tę tradycję. Zanim jednak nadeszło, poprzedzał je czas przełomu jesienno-zimowego: czas uwiądu przyrody, zaniku i zamierania.

W kościołach chrześcijańskich rozpoczynał się czas przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, czyli adwent. Adwent jest okresem, który kończy, a jednocześnie zaczyna nowy rok liturgiczny. Trwający cztery tygodnie post miał przygotowywać duchowo do święta narodzenia Chrystusa i rozpoczęcia nowego, lepszego roku, miał być czasem oczyszczenia, rozpamiętywania, zadumy i uporządkowania duchowego życia.

Na Podlasiu okres adwentu rozpoczynało trąbienie na ligawach - długich drewnianych trąbach pasterskich, których donośmy dźwięk rozchodził się daleko po okolicy. Zwyczaj ten nazywano "ogłaszaniem adwentu" lub "odtrąbianiem adwentu". Aby dźwięk ligawy był donośniejszy stawano z instrumentem przy studni, która stanowiła rezonator wzmacniający siłę instrumentu. Trąbienie na ligawach to był znak dla całej wsi, że oto rozpoczyna się adwent, pora kończyć tańce i żarty, instrumenty muzyczne pochować do skrzyń i zacząć przygotowywać się do świąt poprzez post, modlitwę i uczestnictwo w nabożeństwach.

Czas adwentu był na wsi tradycyjnie czasem spotykania się sąsiadek, które wspólnie darły pierze, przebierały groch i fasolę, ale pracą zajmującą zdecydowanie najwięcej przedświątecznego czasu było przędzenie, kobiety nierzadko siedziały przy kołowrotkach od rana do wieczora. Stanisław Nienałtowski, autor książki "Wsi spokojna..." opisujący codzienne życie mieszkańców wsi Białe koło Ciechanowca tak opisuje klimat tamtych dni:

"Przędzenie należało urozmaicać, bo groziła przy nim nuda. Dziewczyny znajdowały na nią radę idąc z kółkiem do sąsiadów. Czasem zbierało się w jednej chałupie dziesięć dziewczyn z kółkami. Schodziły się zaraz po śniadaniu i siedziały do wieczora(...) Zgromadzenie dzieliło się najpierw okolicznymi nowinami: ta wyszła za mąż i mieszkają oboje na pokomornym, ów poszedł na tamten świat. Potem obawiano po kolei wszystkich kawalerów: ten ma krzywą łopatkę, owen jest szeplawy, a jeszcze inny pije na potęgę. Po jakimś czasie miały dziewczyny nowin i odmowy po uszy. Dawaj więc śpiewać. Nim prześpiewano wszystkie stare piosenki, mijało sporo czasu, godzina albo dwie(...) Zabijając ten sposób czas dziewczyny czekały upragnionego wieczora. Schodzili się wtedy chłopcy, a w izbie robiło się zaraz gwarno i wesoło. Chłopcy stroili żarty, a niejeden przysiadał się do którejś z dziewczyn i próbował ją zaczepiać. "

Podczas spotkań opowiadano niezwykłe historię, najczęściej o duchach, diabłach i zjawach, a także żartowano, niekiedy poprawiając sobie humor gorzałką. Czasami spotkania robiły się tak wesołe i głośne, że "zapominano" na chwilę o adwentowym nastroju. Po zakończeniu pracy późnym wieczorem, a czasem aż około północy chłopcy chętnie ofiarowywali upatrzonym pannom pomoc w odprowadzeniu do domu, by żaden duch czy upiór nie mógł jej przestraszyć. Każdego dnia spotykano się w innym domu. Starano się zdążyć z uprzędzeniem lnu do Bożego Narodzenia. Po świętach w chacie pojawiały się krosna ściągane ze strychu i aż do Wielkanocy kobiety tkały płótno lub chodniki.

Tak czas adwentu wspomina pani Maria Jakimiuk ze wsi Czyże k/ Hajnówki:" W czas adwentu tkałam. Nawet jak wyszłam za mąż to wciąż zajmowałam się tkaniem na krosnach. Pomagała mi w tym teściowa, która mnie poprawiała i uczyła. Dwa razy tkałam chodniki, tkałam kapy, worki. Pamiętam jak przygotowywano len, który rozkładano na całej podłodze - w dzień len był międlony a wieczorami czesano go na szczotkach. Kobiety przędły len, wyszywały obrusy, makatki, nie można było tak siedzieć bez pracy, wieczory były długie i coś trzeba było robić. Ludzie wciąż się czymś zajmowali, nie próżnowali ani w dzień, ani wieczorami. Te wieczory nazywaliśmy "wieczorynkami". Pamiętam jak pewnego razu wieczorynka miała odbyć się u nas - moja mama przygotowywała dom, myła ławy. Przychodziło osiem, dziesięć kobiet i kołowrotki furczały głośno przez cały wieczór. Pracowałyśmy przy lampie naftowej, bo nie było elektryczności, ale schodziłyśmy się codziennie.

Młodzież w post kleiła gwiazdy, uczyła się kolęd, jednym słowem - przygotowywała się do kolędowania. Wszyscy kolędowali, śpiewano całymi rodzinami. Nie było takiego wieczoru, żebyśmy nie śpiewali kolęd. Czuło się u nas w rodzinie tą świąteczna atmosferę. Wykonywaliśmy również ozdoby na choinkę, bo w sklepach nie było przecież takich rzeczy do kupienia. Robiliśmy wielkiego ozdobnego pająka na sufit, a także ozdoby na ikony, najczęściej były to kwiaty z bibuły. Ponadto trzeba było bardzo dokładnie posprzątać dom na święta. "

Od tej pory minęło tylko 50 lat, a jak bardzo zmienił się świat wokół nas! Zmienił się nasz styl życia, ubrania i ozdoby choinkowe kupujemy najczęściej w sklepie, zostaliśmy uwolnieni od wielu żmudnych prac i obowiązków, a w ich miejsce pojawiły się inne. Nie zmieniło się tylko jedno - czas świąt Bożego Narodzenia wciąż pozostaje czasem niezwykłym, na który przygotowujemy się i czekamy z niecierpliwością. Tęsknota za radosną, świąteczną atmosferą w naszych domach i wspólnym śpiewaniem kolęd okazała się ponadczasowa.

 

Źródło: 1.Stanisław Nienałtowski "Wsi spokojna..." 2.Barbara Ogrodowska:"Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne" 3.Audycja "Po znakiem pogoni" z 3.12.2012r. Radio Białystok.

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 886)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Galeria

Adwentowe zwyczaje dawnej wsi podlaskiej
Adwentowe zwyczaje dawnej wsi podlaskiej
Adwentowe zwyczaje dawnej wsi podlaskiej

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter