Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Kolędy, o których zapomnieliśmy

Autor wpisu: ewa_zwierzyńska
Data publikacji: 23.12.2012

Obecnie, gdy podczas świąt pojawiają się w naszych domach kolędnicy, najczęściej śpiewają oni 2-3 powszechnie znane pastorałki, które można usłyszeć w telewizji i najczęściej na tym ich umiejętności się kończą. Nie tak było w przeszłości.


Kolędowanie należy do najstarszych obrzędów znanych ludzkości. Potwierdzają to źródła historyczne oraz rozpowszechnienie kolędowania u wielu ludów europejskich, co daje podstawy do twierdzenia, że obrzęd kolędowania był znany na długo przed przyjęciem chrześcijaństwa. Sama nazwa "kolęda" wywodzi się do łacińskiego słowa Kalendae które oznacza pierwszy dzień miesiąca. Zwyczajowo obdarowywano się w tym dniu prezentami i składano życzenia powodzenia. Celem życzeń było zaklinanie rzeczywistości, wierzono bowiem powszechnie w moc słowa i jego zdolność wpływania na przyszłość. Wierzono, że dobry początek roku, dzieła czy przedsięwzięcia będzie rzutował na cały jego przebieg.

Nasi praprzodkowie żyli zgodnie z cyklami natury. Czas wyobrażano sobie jako wielkie koło, które obracając się wokół własnej osi sprawia, że nieustannie powtarza się cykl następujących po sobie pór roku: wiosny, lata, jesieni i zimy. W ten cykl wplecione było całe życie człowieka, który współżył z naturą i od niej zależał. Od pogody czy naturalnych katastrof zależały plony zbierane z pól, a on nich - fizyczne przetrwanie człowieka. Jest rzeczą oczywistą, że na początku nowego cyklu agrarnego starano się zapewnić sobie urodzaj i powodzenie w życiu. Robiono to właśnie za pomocą kolęd, które nie miały nic wspólnego z Bożym Narodzeniem.

W starożytności świętowano 25 grudnia jako początek nowego cyklu słonecznego - od tego dnia stopniowo zaczynało przybywać światła, a dzień stawał się coraz dłuższy. Słońce, które przez ostatnie miesiące "zamierało" w dniu przełomu zimowego na nowo "rodziło się" do życia. Obyczaj ten przejęło chrześcijaństwo wraz z tradycją świętowania zimowego przesilenia słonecznego jako dnia, w którym urodził się Syn Boży przynosząc ludziom zwycięstwo światła nad ciemnością, życia nad śmiercią, dobra nad złem. Wraz z nim przejął tradycję kolędowania, a pieśni kolędnicze nasycił treścią religijną, w której opiewano przyjście na świat Bożego syna w ubogiej stajence w Betlejem.

Religijne pieśni bożonarodzeniowe do XIX wieku nazywano kantyczkami, współcześnie określa się je słowem - pastorałki, w odróżnieniu od kolęd nie posiadającej treści religijnej. Obecnie, gdy podczas świąt pojawiają się w naszych domach kolędnicy, najczęściej śpiewają oni 2-3 powszechnie znane pastorałki, które można usłyszeć w telewizji i najczęściej na tym ich umiejętności się kończą. Nie tak było w przeszłości. Tymoteusz Sadowski, który na terenie Podlasia w wieku XVI zbierał bożonarodzeniowe pieśni, wydał je w tomiku zawierającym około tysiąca kantyczek i kolęd. Świadczy to o wielkim bogactwie i różnorodności repertuaru kolędniczego.

Czym są zatem te zapomniane kolędy? Najczęściej są to pieśni życzące wszelkiego dobra, urodzaju i powodzenia. Często śpiewano kolędę dla konkretnego członka rodziny: dla gospodarza, któremu życzono obfitych plonów, dla gospodyni - której cechy charakteru i urodę wychwalano pod niebiosa. Jeśli w domu była panna lub kawaler, życzono rychłego i szczęśliwego zamążpójścia lub ożenku w nadchodzącym roku. Śpiewano również dla malutkich dzieci i noworodków życząc aby zdrowo i szybko rosły. Właściwie kolędy powstawały spontanicznie, i każdy mógł zostać obdarowany życzeniami według swoich potrzeb. Oto przykładowy tekst śpiewany młodej żonie pochodzący z podlaskiej wioski Malinniki ( tłum. z gwary podlaskiej):

"Oj jasna i piękna na łące kalina
a jeszcze piękniejsza Piotrowa żona
Po podwórku chodzi jak księżyc jasny
do sieni wchodzi jakby gwiazda wschodzi
Weszła do chaty, a tu pany siedzą
pany jasne siedzą i się naradzają
Pytają-czyja to żona
może króla albo popa?
Nie jestem żoną króla ni popa
a Piotr odzywa się: to moja żona
Moja żona jak panienka
jak panienka, jak paciorek

a za te wszystkie przyśpiewki dajcie nam litr wódki
a jak tu mieszka bogaty, niech woła do chaty"

W często niewesołym, szarym życiu w którym od rana do wieczora gospodyni ciężko pracowała wysłuchanie takiej kolędy sprawiało jej ogromna radość, w tej krótkiej chwili czuła się ważna, doceniona i dumna.

W czasach prasłowiańskich kolędnicy byli uważani za duchy przodków lub wcielenie innych duchowych istoty z zaświatów. Wierzono, że w momentach przełomowych roku do których zalicza się przesilenie zimowe i letnie, a także równonoc wiosenną i jesienną, granica między światem żywych i umarłych staje się tak cienka, że umożliwia przenikanie się tych dwóch światów i domy są nawiedzane przez duchy nieżyjących przodków. To dla nich stawiało się dodatkowe nakrycie na wigilijnym stole.

Reminiscencje tych wierzeń przetrwały w tradycyjnym powitaniu, które kolędnicy wypowiadali wchodząc do domu. Przedstawiali się jako "przybysze z dalekiego kraju, aż spod samego raju". Dawniej również świadczył o tym ich wygląd - kożuchy wywrócone na druga stronę, maski, malunki na twarzach. Słowo wypowiedziane przez takich przybyszów miało magiczną moc, dlatego starano się zawsze przyjmować kolędników. W razie odmowy przyjęcia kolędnicy wypowiadali prześmiewcze formułki o biedzie i skąpstwie gospodarza, co miało skutkować nieurodzajem i biedą w nadchodzącym roku (tłum. gwar):

"W tym domu nie ma czego dać
ani garnka grochu
ani garści jęczmienia
ani pszenicy w rękawicy" (Androsiuk 2003b, s.89)


Gospodarze starali się zaskarbić przychylność kolędników ofiarowując im dary, najczęściej była to słonina, ciasto, jajka, kiełbasa, dzisiaj są to najczęściej pieniądze. Następowała swoista wymiana usług: kolędnicy ofiarowali słowo przynoszące powodzenie i błogosławieństwo otrzymując za to coś w rodzaju ofiary lub podarunku.

Echa wiary w obecność duchowych istot przy wigilijnym stole, które z czasem zamieniły się w postaci świętych lub samego Boga odnajdujemy w innej podlaskiej kolędzie ( tłum. gwar.)

"Dobry wieczór panie gospodarzu!
spodziewaj się dziś ważnego gościa
dobrego gościa-samego Boga na Wigilii
Oj, zaściełajcie cisowe stoły i obrusy
Oj, czy nie przyjdzie Najświętsza Matka z Jezusem?
Tam pod niebiosami rajskie ptaszki latają
tam pastuszkowie Syna Bożego witają
Niech to będzie Panu Bogu przyjemne!" (Romanov 1911, s.96)

lub:

"Oj, czyj to dom nowy?
dom nowy a sad wiśniowy
za pierwszym stołem Matka Boża siedzi
za drugim stołem sam Pan Bóg" (tłum. gwar. wieś Wólka Terechowska)

Często w kolędach o archaicznym rodowodzie pojawiały się symbole np. koza, która symbolizowała płodność, żywotność, urodzaj. Symbol kozy jest znany nie tylko w Polsce, ale też na Białorusi, w Bułgarii, na Ukrainie. Badania archeologiczne potwierdzają starożytny charakter tego symbolu, znajdowano naczynia z neolitu do przechowywania ziarna mające kształt kozy. Na Podlasiu zachowały się kolędy, w których występuje koza:

"Gdzie koza chodzi
tam się żytko rodzi
U-hu, a ha-ha
koza nieboga
a gdzie jej tropy
tam stawio kopy
u-hu, a ha-ha
koza nieboga
gdzie zedrze rogi
tam stawio brogi
u-hu, a ha-ha
koza nieboga" (Syczewski 202, s.330)

Niekiedy sami kolędnicy przebierali się za zwierzęta, które symbolizowały dostatek i powodzenie, najczęściej za niedźwiedzia, bociana, żurawia, tura, no i oczywiście za kozę. Według dawnych wierzeń przebranie się za zwierzę, lub upodobnienie się do niego poprzez nałożenie odpowiedniej maski sprawiało, że człowiek uzyskiwał cechy danego zwierzęcia, a więc i moc przynoszenia dobrobytu. Niekiedy kolędowano z wyciosanym z drewna łbem kozy umocowanym na długim drążku, owijano go baranim kożuchem i mocowano ruchomą, kłapiącą szczękę. Ważnym elementem kolędowania z kozą była scenka rodzajowa, w której koza, początkowo ruchliwa i żywotna coraz bardziej słabnie i w końcu umiera. Kolędnicy domagają się wówczas posilenia kozy jadłem lub wódką, a gdy koza dostaje pożywienie - odżywa i ponownie zaczyna skakać. Etnolodzy upatrują w tym obrzędzie symbolicznego odwzorowania przesilenia zimowego: śmierci i zmartwychwstania słońca, a wraz z nim zakończenia zimy i odrodzenia się przyrody.

Gdy wszystkie kolędy zostały już odśpiewane, scenki odegrane, życzenia wypowiedziane, a dary wypłacone, wówczas nastawał czas pożegnania z gospodarzami.

Kończąc kolędę wypowiadano życzenia:

"Na szczęście, na zdrowie
na to Boże Narodzenie
Daj to Boże w komorze
na kołeczku, w woreczku
w każdym kątku po dziesiątku
Ażeby do stodoły szły wozy
jak do ula pszczoły
a na polu pszenica jako rękawica
snop przy snopie, kopa przy kopie
a gospodarz był między kopami
jak księżyc między gwiazdami
ażeby wam kurki jajka znosiły
i świnki się mnożyły i tłuste były
Ażeby wam rodziło, snop przy snopie
a kopa przy kopie
ażebyście byli tacy weseli
jako w niebie anieli
Daj Boże za rok doczekali!" (wieś Karpowicze k/Suchowoli)

I któż po takiej kolędzie mógł wątpić, że w nowym roku czeka go urodzaj i powodzenie w każdym przedsięwzięciu?


 

Źródło: 1. "Rok obrzędowy na Podlasiu" Artur Gaweł 2012. 2. Płyta CD zespołu Dziczka - "Kolędy z Podlasia", 2012)

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1044)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!
Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter