Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Sztuka po godzinach

Autor wpisu: CDSKrosno
Data publikacji: 29.08.2013
Okres historyczny: PRL 1944-1989

 Mapa kultury. Oznaczam. Strzałka ląduje w samym prawym dolnym rogu, niemal jak źle wypuszczona rzutka, ledwie trafia w punktowane pole. Umiejscawia się zaraz przy samej granicy ze Słowacją i Ukrainą - sztuka jednak nie ma swoich granic – jak udowodni mi to mój rozmówca.

 Jadę na potkanie z artystą. Ale właśnie, jakim? Żadne ze słów nie wydaje się być tym odpowiednim. Nie jest to twórca lokalny, ani tym bardziej prowincjonalny. Rzemieślnik? Zdecydowanie nie. Doktor sztuk pięknych? Również nie.
Przed rozmową dostaję ostatnią uwagę od kolegi: „Być może uda ci się wyciągnąć od niego jakieś tajemnice, które ukrywa w swojej pracowni. Jak on to robi?! I koniecznie wypytaj go o lot balonem”.
Przez chwilę zaczynam się zastanawiać, czy nie czeka mnie spotkanie z bohaterem powieści Juliusza Verne’a lub z samym Leonardo da Vinci?

Jedno jest pewne. To artysta, który inspiruje. Ze swojej pracowni uczynił miejsce, do którego chcą przychodzić ci młodzi i nieco starsi. W wolnym czasie nie idą oni do kina, ani muzeum. IDĄ DO KAZIKA.

Krosno jest miastem z głębokimi tradycjami hutnictwa szkła, sięgającymi 1923 roku. Przez kolejne dziesięciolecia, całe rodziny pracowały w krośnieńskiej hucie, która rozrastając się, szybko stała się największym zakładem w mieście. Niemalże na wzór dawnych cechów rzemieślniczych, ojcowie-mistrzowie uczyli swoich synów sztuki hutniczej. Jedni doprowadzili do perfekcji swój warsztat, inni wybili się ponad przeciętność… A dla pana Kazimierza Trygara był to czas eksperymentów oraz swobody twórczej.

Kazimierz Trygar: Najlepszy jest „Allgemeine Zeitung”. Chroni rękę od gorącego szkła, po namoczeniu wodą nie rozpada się. I najważniejsze – nie pozostawia śladów na szkle. Od drewnianych kształtowników tworzą się ryski. A tak ręka staje się formą, gazeta osłania dłoń od gorącego, lejącego się jeszcze szkła. Chwytając palcami można wyciągać ze szkła wszystkie kształty, czy karafki czy rzeźby. Gotowe szkło jest wtedy piękne, czyste, takie gładkie jak pupcia dziecka.

Miałam zadać pytanie o granice sztuki, muszę chyba jednak zapytać o granice człowieka.

Wszystko, co sobie człowiek pomyśli, żywnie zamarzy, jest to w stanie wykonać. Trzeba znać wiele technik, ja ich poznałem bardzo dużo. Już nie boję się szkła. Jeśli ktoś przyjdzie do mnie z projektem, to ja go wykonam. Już sam rysunek podpowiada mi, jaką technikę zastosować. Ale musiałem się nad tym dużo napracować. Poświeciłem się wyłącznie szkłu. Dzieci nieraz mnie nie widziały. Byłem cały czas pochłonięty pracą, tworzeniem.
Wyjechałem do Niemiec na stypendium twórcze. Wtedy poznałem jeszcze więcej technik formowania szkła. Cały czas szukałem nowych rozwiązań, nowych technik, aby uzyskać jak najlepsze szkło. Stypendium było skromne, ale jak człowiek jest zafascynowany tym, co robi, to nie myśli o tym - myśli o szkle.


Jak wyglądała praca w tak dużym zakładzie jak Krośnieńskie Huty Szkła?

Pracowałem w zespole wzorcującym z bardzo dobrymi projektantami. Wykonywaliśmy pierwowzory, które potem trafiały do produkcji w krośnieńskiej hucie. To były wspaniałe czasy. Współpracowałem z wieloma europejskimi artystami. Czasem przyjeżdżali oni specjalnie do mnie, aby razem pracować, dlatego że zawsze wychodziły dobre rzeczy.
Czasem pracowałem po godzinach, drugie 6 godzin. I tak powstawało coś wyjątkowego. Często czyjeś oko to wyłapało. Ktoś również dostrzegł coś wyjątkowego w tym szkle, i wtedy trafiało ono do galerii czy muzeum.
Kiedy inni hutnicy po pracy robili szklane ryby, które zresztą stały się symbolem pewnej epoki, ja wolałem próbować nowych rzeczy, technik, wzorów. Poza tym żona kategorycznie zakazała mi robienia, a tym bardziej przynoszenia do domu szklanych ryb (śmiech).

Czyli to żona pomogła Panu w „rozłożeniu na łopatki” hutników z Murano!

A to też jest wspaniała historia. Wysłano mnie na sympozjum szkła do Turcji. Byli tam najlepsi artyści, z najlepszych światowych pracowni hutniczych. Po kolei każdy z nich prezentował swoje umiejętności przy piecu, co potrafi zrobić z gorącego szkła. Niektórzy wraz z pomocnikami, inni wnosili całe skrzynie narzędzi do formowania szkła. Przyszedł czas na mnie. Stanąłem koło pieca. Sam. W ręce trzymałem złożoną gazetę. Proszę sobie wyobrazić te spojrzenia, konsternację. Nawet podbiegł do mnie mistrz z Murano, chciał mi pomóc. Powiedziałem: „Nie. Ja wszystko sam muszę zrobić”. Do dzisiaj wykonuję wszystko sam. Od podstaw, czyli wytopienia szkła po gotową sztukę. Tak jak dawniej malarz, rozrabiał farby i nimi malował. Tak ja wszystko robię sam, po ostatni szlif.
Wtedy w Turcji zaprezentowałem im technikę z mokrą gazetą. I wygrałem! Nagrodą za pierwsze miejsce był lot balonem nad Stambułem. Wrażenia niezapomniane!

 

Już teraz wiem, dlaczego młodzi artyści tak bardzo lubią odwiedzać tę pracownię hutniczą. Kazimierz Trygar jest artystą, który nie tylko inspiruje, ale również udowadnia, że SKY IS THE LIMIT.

tekst: Katarzyna Solińska

"KONKURS"

 


 


 

 

 

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 667)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Galeria

Sztuka po godzinach
Sztuka po godzinach
Sztuka po godzinach

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter