Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Prosty człowiek - prosto z mostu.

Autor wpisu: brenno
Data publikacji: 02.09.2013
Okres historyczny: PRL 1944-1989

Bez owijania w bawełnę z Kazimierzem Wolniczakiem o Jego zamiłowaniach
i działalności kulturalnej. 


Kazimierz Wolniczak - Zasłużony dla Powiatu Leszczyńskiego, współredaktor "Słowa Ziemi Wschowskiej" i "Wizji Lokalnej", laureat konkursu dziennikarskiego "Obywatel Reporter", kronikarz w OSP Brenno, członek Rady Sołeckiej w Brennie, współtwórca filmu "Bartek z Piekła".

 Jest Pan uważany za regionalistę, społecznika i animatora kultury.
Co sprawiło, że kultura jest aż tak bliska Pana sercu?

Regionalista – tak o mnie mówią (uśmiech). Społecznik – to przez działania w Ochotniczej Straży Pożarnej i Radzie Sołeckiej.
Animator kultury – zdarza mi się zachęcać innych do udziału w różnych przedsięwzięciach. Ale od początku.
Urodziłem się na wsi wielkopolskiej – w Brennie, w powiecie leszczyńskim. Tu się wychowałem i tu chodziłem do Szkoły Podstawowej. Po nauce we wschowskim Liceum Ogólnokształcącym i zdobyciu zawodu nauczycielskiego, wróciłem do rodzinnego Brenna, gdzie spędziłem całe życie zawodowe ( z dwuletnią służbą wojskową) jako nauczyciel nauczania początkowego, plastyki i zajęć praktyczno - technicznych w Szkole Podstawowej.

W domu rodzinnym już jako chłopiec napatrzyłem się na ojca, powstańca wielkopolskiego i oddanego patriotę. Nie chodził do polskiej szkoły, bo nie było ich pod pruskim zaborem. Czytać i pisać po polsku nauczył się w domu rodzinnym.
Nie stronił od kultury. Był zapalonym reżyserem teatralnym. Bywało, że w okresie jesienno – zimowym wystawiał razem ze znajomymi nawet po trzy przedstawienia amatorskie. Podpatrywałem tatę. Zabierał mnie na próby i przedstawienia.  I stało się - pochłonął mnie amatorski ruch teatralny.
Dlatego już w szkole zacząłem krzewić wśród dzieci sztukę ”żywego słowa”.

Do czynnego udziału w wydarzeniach kulturalnych zachęca Pan zarówno młodych jak i starszych mieszkańców naszego regionu. Czy napotkał Pan kiedyś trudności na linii animator – animowany?

Uświetnialiśmy wtedy przeróżne okazje i święta – przede wszystkim akademie:  1 – majowe i rocznice Rewolucji Październikowej oraz chłopskie święta ludowe.
Rozmiłowałem też dziatwę szkolną w teatrzyku szkolnym.  Wystawiliśmy wiele baśni i bajek scenicznych, którymi podbiliśmy serca dzieci, młodzieży, rodziców i społeczeństwa w bliższej i dalszej okolicy. „Baśń o szlachetnym Gotfrydzie” , „ Dzikie łabędzie”, „Calineczka” , „Nowe szaty króla”,  „Legenda o Liczyrzepie”, „Książę i żebrak” czy „ Krzesiwo” – to tylko niektóre tytuły.
To były dziecięce dzieła we wspaniałej scenografii. Wielu ze szkolnych artystów później dalej angażowało się w amatorskim ruchu teatralnym dorosłych. Widocznie ludziom przypadła do gustu taka forma udziału w kulturze, więc zawsze ochoczo garnęli się do współpracy i do dziś mogę liczyć na nich , a także na ich dzieci.

A jak było dawniej? W jaki sposób spędzał Pan kulturalnie czas w latach swojej młodości? 


Przedstawienia to jedyne formy rozrywki na wsi, często połączone z zabawami                 i wieczorkami tanecznymi , gdzie do tańca żwawo przygrywało czworo muzykantów :
na skrzypcach, trąbce, harmonii i bębnie.
Było ich słychać głośno i daleko chociaż grali bez wzmacniaczy i głośników. Dlatego wszystkich porywali do tańcowania z przytupem. Wielkim świętem były też dożynki wiejskie. Cieszyli się wszyscy z zebranych plonów, bo wtedy chleba nie zabraknie.
Przedstawienia i zabawy organizowały poszczególne organizacje wiejskie: Ochotnicza Straż Pożarna, Ludowy Zespół Sportowy, Koło Gospodyń Wiejskich, Towarzystwo Przyjaciół Dzieci – a nawet ówczesne organizacje młodzieżowe – Związek Młodzieży Polskiej i Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej , a daleko przed tym – Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej i Żeńskiej.


Z przedstawieniami objeżdżaliśmy okoliczne miejscowości. I ludzie przychodzili. Oklaskiwali, bo byli spragnieni swoistej kultury. W tamtych czasach zdarzało się,
że utrudniano nam społeczną działalność.


Każda sztuka musiała być ocenzurowana, ale bywało, że co innego ocenzurowano,
a co innego grano – szczególnie jeśli chodziło o jasełka. Jednak wnet nastały lata masowej radiofonizacji wsi. Wysłuchiwali więc ludzie całymi dniami popularnych „kołchoźników” – tak przezwanych głośników.
Powstały też wiejskie kina stałe. Wcześniej wsie objeżdżały kina ruchome – objazdowe. I tu też ludzi nie brakowało, mimo że w większości wyświetlano filmy produkcji radzieckiej i krajów demokracji ludowej. Natomiast chętnie oglądano Polskie Kroniki Filmowe oraz dzieła filmowe o przewodniej sile narodu i przyjaźni
ze wschodnim sąsiadem, ale to nic. Starsi z sentymentem wspominają tamte lata.

Kultura cały czas ewoluuje, przybiera nowe formy, by dotrzeć do coraz większej rzeszy odbiorców.
Jakie wydarzenia kulturalne najbardziej przypadły Panu do gustu? Które z nich mógłby Pan polecić osobom zainteresowanym ofertą kulturalną w regionie i nie tylko?

Dzisiaj wiele zmieniło się na polskiej wsi. Inaczej wygląda życie wiejskie. Kultury dziś pełne telewizory, ale brakuje swojskiej kultury.
Ostatnimi czasy odżyła u nas tradycja teatralna. Od czasu do czasu z różnych okazji wystawiane są przedstawienia teatralne i programy rozrywkowe (przeważnie z okazji dożynek lub Dnia Kobiet).
Niby życie kulturalne istnieje, bo są zapaleńcy starszego pokolenia, ale brakuje zaangażowania młodych. Kiedyś wieś polska była rozśpiewana. Niemal w każdej wsi śpiewał chór. Dziś ostał tylko jeden – wiejski chór „Hejnał”. Rozśpiewana jest też młodzież szkolna. Dopóki sił i zapału wystarcza angażuję się w życie społeczne, gospodarcze i kulturalne wsi. Służyłem zawsze teatrowi amatorskiemu. Mój życiowy dorobek teatralny to trzydzieści przedstawień. Dlatego z sentymentem wspominam tamte młode lata. Miło, kiedy ludzie wspominają – „a pamiętasz, jak graliśmy…”.
Dla takich chwil warto się zaangażować, to motywuje do dalszego działania.
Cieszy mnie dzisiejszy postęp na wsi. Dzięki rozwojowi motoryzacji społeczność wiejska ma łatwiejszy dostęp do kultury wielkomiejskiej. Dlatego częste bywają u nas zbiorowe wyjazdy na przedstawienia operowe i operetkowe albo kabaretowe oraz filmy.
A więc błogo żyć – na wsi wesołej i spokojnej oraz gospodarnej i kulturalnej.




"Konkurs"

 

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,4 (głosów: 1362)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Galeria

Prosty człowiek - prosto z mostu.
Prosty człowiek - prosto z mostu.

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter