Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Duchy z melsztyńskiego zamczyska

Autor wpisu: szkieletek
Data publikacji: 01.03.2014
Okres historyczny: Średniowiecze V-XV w.

Jadąc trasą samochodową z Tarnowa do Nowego Sącza, po prawej stronie drogi, na naturalnie obronnej, wysokiej i urwistej terasie rzecznej, wznoszącej się wysoko ponad doliną Dunajca, dostrzec można interesujące zwaliska. Są to niezwykle malownicze pozostałości melsztyńskiego zamku. Warto się tu zatrzymać na chwilę zadumy i zwiedzić piękne ruiny rezydencji, z której – niestety - niewiele już pozostało.
Podczas takiej ekskursji należy jednak bacznie pilnować godziny zachodu słońca, gdyż ludzie powiadają, że zdarza się czasami, iż po zapadnięciu zmroku nieroztropny turysta może dostrzec majaczący na ruinach wieży biały kształt zjawy, a na dodatek napotkać na wiodącej do ruin warowni drodze dość nietypowego i budzącego grozę jeźdźca...
 

Przekazy historyczne głoszą, że w połowie XV wieku melsztyńską rezydencję przebudował (a raczej wręcz wzniósł na nowo na miejscu pamiętającego jeszcze czasy Łokietka obronnego zamku) Spytko IV, potomek zasłużonego królewskiemu tronowi i powszechnie lubianego Spycimira Leliwity, kasztelana krakowskiego, późniejszego kanclerza i wojewody.


Niestety. Spytko IV ożenił się wkrótce z piękną Beatrycze, będącą córką zamożnego magnata z Wielkopolski, Dobrogosta z Szamotuł. I w ten oto sposób zaczęło się całe nieszczęście, mające wiele lat później skutkować nocnymi nawiedzeniami zamkowych ruin.

Zarówno teść, jak i nowo poślubiona małżonka Spytka okazali się być bowiem jednymi z pierwszych na ziemiach polskich wyznawcami nauk wyklętego Jana Husa. W dodatku bardzo gorliwymi wyznawcami. Pod wpływem żony melsztyński pan zaczął skłaniać się coraz bardziej do nauczań czeskiego reformatora, co wywoływało oczywiste i wciąż narastające niezadowolenie duchownych, a następnie już jawny konflikt z okolicznymi dostojnikami i władzami kościelnymi. Sprawę zaogniła dodatkowo śmierć Jagiełły i młody wiek jego następcy tronu, króla Władysława.


Najgorliwszym przeciwnikiem Spytka IV stał się wkrótce sam biskup Zbigniew Oleśnicki, który został głównym doradcą młodocianego króla. Nie tylko zagroził on wówczas rzuceniem na możnowładcę z Melsztyna kościelnej klątwy, ale dodatkowo, w roku 1439, zawiązał w Nowym Mieście Korczynie konfederację, wynikiem której była przegrana przez Spytka bitwa pod Grotnikami.

Nad ciężko rannym rycerzem odprawiono wówczas sąd, skazując go na śmierć za zdradę. Dopiero po trzech dniach nagie ciało rycerza pozwolono zabrać z pobojowiska zrozpaczonej wdowie, Beatrycze.

Osierocona rodzina w pokorze przyjęła klęskę rodu. Potomstwo Spytka IV odrzuciło definitywnie husyckie nauki i gorliwie zajęło się naprawianiem błędów ojca. Starszy z synów, Jan, wybrał nawet stan duchowny. Młodszy, Spytko V, chciał początkowo iść w ślady brata, ale ubłagany przez matkę ożenił się ostatecznie z niezwykle pobożną, ale niezbyt urodziwą panną Katarzyną Giżycką.

Świetność rodu Spytków zakończyła się jednak ostatecznie. Zamek melsztyński sprzedano w 1511 roku Jordanowi z Zakliczyna. Potem posiadłość przechodziła z rąk do rąk, by w końcu, w roku 1771, stać się fortecą konfederatów barskich i spłonąć podczas ofensywy wojsk rosyjskich, na zawsze już pozostając malowniczą ruiną.

Ruiną, po której zwaliskach czasami, w księżycowe noce, przechadza się unosząca się w powietrzu zwiewna, biała zjawa kobiety. Ludzie powiadają, że to duch pięknej Beatrycze, pokutujący za grzech zdrady wiary ojców i zgorszenia, nie mogącej pogodzić się ze śmiercią swego męża, Spytka IV, której poniekąd stała się przyczyną.


Częściej jednak usłyszeć można na melsztyńskim dukcie ciekawe i niepokojące zjawisko akustyczne, nie dające wyjaśnić się naukowo: wielu ludzi, odwiedzających Zamkowe Wzgórze po zmroku słyszało tu bowiem przybliżający się w ich stronę tętent końskich kopyt. Niektórzy nawet przysięgali, że na własne oczy dane im było zobaczyć wyłaniającego się z ciemności mgły ogromnego, karego rumaka niosącego zakutego w zbroję, mrocznego rycerza o gorejących czerwonością oczach.


Jeździec ten zawsze bez słowa mijał przerażonego obserwatora, by pędząc w kierunku ruin zamkowej wieży rozpłynąć się w powietrzu bez śladu. Czy zjawą tą jest sam nieszczęśnik Spytko IV, cierpiący wieczne katusze z powodu zatracenia się w reformatorskich wierzeniach husytów?


Wygląda na to, że jedynym sposobem na sprawdzenie tego faktu pozostaje zaczekanie na pojawienie się ducha i bezpośrednia z nim konwersacja, na którą – trzeba się z tym, niestety, liczyć – widmo może zwyczajnie nie mieć ochoty.

Źródło:

opowieści okolicznych mieszkańców; Bogna Wernichowska, Maciej Kozłowski, Duchy Polskie

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 626)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Galeria

Duchy z melsztyńskiego zamczyska
Duchy z melsztyńskiego zamczyska
Duchy z melsztyńskiego zamczyska

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter