Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

BESTIARIUSZ ZAGŁĘBIOWSKI - ZMORY

Autor wpisu: szkieletek
Data publikacji: 13.03.2014
Okres historyczny: 1800-1914

Czy zdarzyło Wam się kiedyś obudzić w środku nocy z krzykiem lub uczuciem niewyjaśnionego lęku, dziwnym ciężarem na piersiach i dławieniem w gardle? Czy leżeliście potem wystraszeni, nie mogąc z siebie wydać głosu i słysząc szybkie bicie własnego serca?
Jeśli tak, to znak, że ani chybi dopiero co złożyła Wam wizytę zmora.

Zagłębiowska zmora jest istotą zdecydowanie rodzaju żeńskiego. Co do tego wszyscy rozmówcy zawsze są zadziwiająco zgodni. W dalszych kwestiach trudniej już im dojść do kompromisu: jedni uważają zmorę po prostu za ducha, inni twierdzą, że zostaje nią zwykła, żywa kobieta, używająca na co dzień czarów i mająca kontakty z nieczystymi mocami.

Taka niewiasta, według nich, potrafi przybrać postać zwierzęcia lub stać się niewidzialna i nocami męczyć upatrzonych osobników, zaburzając ich zdrowy sen i powodując upadek na zdrowiu. Niektóre gatunki zmory atakować miały przy tym nie tylko ludzi, ale także bydło, trzodę chlewną, drób oraz zwierzęta domowe, inne zaś, obdarzone najwyraźniej zapędami wegetariańskimi, z lubością wysysały soki z roślin i powodowały spore szkody w uprawach.

Pewien stary owczarz z Łagiszy opowiadał o nich takie oto niepokojące rzeczy:
- Zmory są to kobiety, lężone pod pewną planetą, w nocy, o swojej godzinie, które mogą być zupełnie niewidzialne, albo przybierać postacie zwierząt, ptaków i gadów, albo też przemieniać się w ziarnko zboża, plewkę, źdźbło słomy lub pyłek gołym okiem ledwo dostrzegalny. Są one szczególnie pożądliwe na krew młodocianą, toteż najczęściej męczą dzieci tudzież młodych parobczaków i dziewki urodziwe. Skoro w noc głuchą ludźmi twardy sen owładnie, zmory skradają się do chałup, jednakże gdy którąkolwiek z nich czujny pies zwietrzy lub zobaczy, natenczas zaczyna warczeć i zażarcie ujadać dotąd, dopóki zmorę precz od domostwa nie odpędzi, ludziom zaś, przebudzonym zwykle w takich razach zdaje się, że pies szczekał bez żadnej na pozór przyczyny.
Zmora, aby uśpić, „grabie”, czyli to chucha, to szepce, to znowu brzęczy niby komar za uszami, po czym, jeśli ofiara jej śpi na boku, przewraca ją na wznak, co uczyniwszy, powala się na nią i dusząc pod gardłem, krew z piersi wysysa.
Natenczas człowiek zaczyna przez sen jęczeć, a bywa niekiedy i tak, że chciałby krzyczeć, a tu ani głosu wydać, ani ręką i nogą ruszyć nie jest w stanie, bo wszystkie członki kołaczeją, na biedaku zimne poty z wielkiego przerażenia wstępują, a zmora tymczasem, kamieniem leżąc na piersiach, męczy dopóki krwi ludzkiej do syta się nie nassie.

Sposobów na pozbycie się zmory było kilka. Przede wszystkim należało, zaraz po przebudzeniu się, uczynić w powietrzu znak krzyża świętego i szybciutko odmówić pacierz do Przemienienia Pańskiego. Można było także spróbować pochwycić demona i przytrzymać go aż do świtu, kiedy to powracał do swej prawdziwej postaci. To zadanie wymagało jednak siły fizycznej oraz stalowych nerwów, gdyż unieruchomiona potwora mogła wielokrotnie zmieniać kształty, stając się raz kotem, raz wężem, a to znowu żabą lub jaszczurką. Podczas szamotaniny czasami to zwierze urywało kończynę napastnikowi. Wówczas okazywało się rankiem, że nocnym gościem była na przykład wrogo nastawiona sąsiadka lub znajoma z tej samej wsi i że brakuje jej jednej ręki lub nogi.

Podobno zmorą można było zostać także wbrew swej woli. W Zagłębiu Dąbrowskim krąży opowieść o trzech siostrach, zaklętych w nocne demony przez wyrodną macochę. Najmłodsza z nich co noc chodziła w pola, wysysać życiodajne soki z roślin, druga atakowała domowe zwierzęta, a trzecia, najstarsza – spijała nocami krew z ludzi. I właśnie dzięki tej ostatniej siostrze wszystkie trzy dziewczyny zostały uratowane, sprytna dziewczyna zaczęła bowiem nawiedzać nocami nikogo innego, jak własną macochę, która gdy tylko zorientowała się w sytuacji, szybko swe zaklęcie z pasierbic zdjęła.

Na zakończenie, w formie puenty, zamieścić należy wypowiedź pewnego staruszka, napotkanego na targu w Będzinie. Po namyśle trudno odmówić mu szczypty racji:
- Czyż każda kobieta nie jest po trosze zmorą?
 

 

KONKURS

 

 

Źródło:

Marianna i Dionizjusz Czubalowie, Podania i legendy z Zagłębia Dąbrowskiego

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1261)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter