Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

O tajemniczym pustelniku i o tym, jak powstała nazwa Gołonóg

Autor wpisu: szkieletek
Data publikacji: 14.03.2014
Okres historyczny: Średniowiecze V-XV w.

Ponad wielką hutą żelaza i osiedlami bloków mieszkaniowych w Dąbrowie Górniczej, jak niewzruszony toczącymi się przemianami świadek przeszłości, wznosi się wysokie wzgórze, zwieńczone charakterystyczną sylwetką kościoła. Nosi ono przedziwną nazwę "Gołonóg". Mieszkańcy Zagłębia Dąbrowskiego tłumaczą sobie jej pojawienie się słowami pięknej legendy. 

Miało się to dziać bardzo dawno temu, przed kilkoma wiekami. Zamiast dumnych miast, ulic i blokowisk szumiała wówczas w okolicy nieprzebyta puszcza. Tu i ówdzie rozlokowały się malutkie osady ludzkie, ich mieszkańcy w pocie czoła uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta. Ciężka i trudna to była praca, zwłaszcza, że na pobliskim zamku w Będzinie władał okrutny pan, znany ze znęcania się nad poddanymi. Zabierał on biednym ludziom niemal cały plon rocznego trudu, pozostawiając ochłapy ledwo starczające na przeżycie do przednówka.

Srogi rycerz długo gnębił biedny lud, ale pewnego dnia miarka się przebrała. Bóg, usłyszawszy płacz i prośby wieśniaków i postanowił ukarać okrutnika. I oto stało się tak, że w wyniku nieszczęśliwego wypadku w jednym dniu stracił on swą ukochaną żonę oraz trójkę dzieci.

Dotknięty niewyobrażalną tragedią rycerz w jednej chwili przejrzał na oczy i zrozumiał, jak wiele krzywd wyrządził swym poddanym. Tonąc we łzach jął serdecznie żałować swych czynów i błagać Boga o pomoc i o radę, co dalej powinien robić, w jaki sposób swe straszliwe grzechy odpokutować. Zlitował się Wszechmocny nad panem będzińskim i wskazał mu niedalekie, skaliste wzgórze, jako miejsce pokuty.

Kilka dni później mieszkający w okolicy wzniesienia wieśniacy zauważyli odzianego w potargane szaty nieznanego nikomu człowieka, który zjawił się nie wiadomo skąd i boso ruszył na szczyt góry. Tam samodzielnie wykuł w skale grotę - pustelnię, w której zamieszkał i w której bardzo żarliwie zaczął się modlić.

Bogobojnego pustelnika wkrótce polubili wszyscy, gdyż w ramach pokuty zaczął on schodzić w dolinę, do ludzi i pomagać im w ogromnej pokorze wszystkimi swymi siłami.
Dzień w dzień odwiedzał więc chorych i umierających, przynosząc im pożywienie, napitek, a przede wszystkim własnoręcznie sporządzane z ziół leki, opatrując ich rany, myjąc ich i dbając o ich wszelakie życiowe potrzeby. Nie odmawiał posługi nawet ludziom cierpiącym na choroby zakaźne, których ze strachu przez zarażeniem nikt inny nie chciał oporządzać.

Nigdy za swe czyny miłosierne nie przyjmował żadnej zapłaty ani jałmużny. Ponadto, przez cały czas, w słońcu czy deszczu, latem, czy zimą, tajemniczy nieznajomy chodził zawsze i wszędzie boso, aż jego nagie stopy, poranione kamieniami, pokryły się otarciami i zaczęły krwawić. Pustelnik idąc zostawiał więc za sobą znaczony krwią ślad.

Ludzie domyślali się, że człowiek ten musi odprawiać jakąś pokutę za swe wcześniejsze czyny, nie przeszkadzali mu zatem w umartwianiu się i wkrótce bardzo się z nim zżyli, a z powodu jego zwyczaju chodzenia boso zaczęli go nazywać Gołonogiem.

Mijały lata. Dzień w dzień, trzykrotnie na Anioł Pański - rankiem, w południe i wieczorem - spod pustelni na wzgórzu dobiegał dźwięk wzywającego na modlitwę dzwonka.  Codziennie też zjawiał się w dolinie bosy pustelnik, niosąc torbę z ziołami i lekami, dobre słowo oraz posługę chorym i umierającym. Dlatego kiedy któregoś poranka nie usłyszano charakterystycznego dzwonienia, ludzie zaniepokoili się mocno o swojego Gołonoga, czując, że coś złego musiało przydarzyć się samotnikowi.

I rzeczywiście. Gdy wieśniacy przybyli do kamiennej groty, zastali pustelnika leżącego bez sił na kamiennym posłaniu. Gołonóg umierał, zmożony ciężką chorobą, którą zaraził się od jednego z powierzonych jego opiece chorych. Starzec słabym głosem poprosił, by wezwano do niego księdza, gdyż chciałby się publicznie wyspowiadać, by w zgodzie z Panem Bogiem odejść z tego świata.
Wieśniacy szybko spełnili tę prośbę i kiedy tylko na wzgórze przybył kapłan, rozpoczęła się pustelnicza spowiedź:
 - Wiele lat wśród was przeżyłem – rzekł umierający - niosąc wam pomoc w pokorze.
Przyjęliście mnie jak swojego, nie wiedząc, z kim tak naprawdę mieliście do czynienia.
Jam jest oto tym okrutnym panem z będzińskiego zamku i dziedzicem tych ziem, który was tak strasznie gnębił przez lata. Przeze mnie z głodu pomarły niegdyś wasze dzieci, przeze mnie sami cierpieliście ogromnie i znosiliście wiele krzywd i niesprawiedliwości. Całe moje życie było ciągłą niegodziwością, tyraństwem i jedną wielką zbrodnią. Bóg mnie za to ukarał, zabierając tych, których kochałem najbardziej – moją żonę i dzieciątka umiłowane. Oszalały z bólu prosiłem Go o śmierć dla siebie, błagałem, by ulżył moim cierpieniom.

I wtedy Najwyższy zesłał mi sen, w którym polecił mi przenieść się tu do was, na tę górę samotną i w pokorze posługiwać ludowi, który niegdyś tak skrzywdziłem.
Sam od siebie w ramach pokuty postanowiłem zrzucić obuwie i chodzić po ziemi boso.
Resztę mojej historii znacie nader dobrze. Sami osądźcie, a i Bóg niechaj oceni, czy zadość uczyniłem bliźnim na tyle, by dostąpić zbawienia.

Zapłakał prosty lud na te słowa spowiedzi, w sercu wybaczył swemu dawnemu władcy wszelkie niegodziwości i jął wznosić modlitwy za umierającego prosząc, by dobry Bóg także zapomniał o grzechach dawnego będzińskiego pana i przyjął go do swej wiekuistej chwały. Tymczasem pustelnik gestem poprosił księdza, by ten zbliżył się do niego, na ucho wyszeptał mu kilka słów, po czym ducha wyzionął.

Okazało się jednak, że w ostatnich słowach dawny władca tych terenów zdradził swój testament. Oto na jaw wyszło, że przez lata, ukryty w dziupli opodal pustelni, złożony był sporej wielkości tobołek ze złotem, które to pustelnik Gołonóg prosił po części rozdać swym dawnym poddanym, a za resztę kosztowności wymurować na wzgórzu piękny kościół.

Ostatnią wolę zmarłego spełniono co do joty i oto do dziś możemy podziwiać pozostawioną przez pustelnika spuściznę w postaci pięknego kościoła pod wezwaniem św. Antoniego.  A co ciekawsze, zachowało się także dawne przezwisko pustelnicze: mieszkańcy Dąbrowy Górniczej postanowili na pamiątkę tamtych żyjących w legendzie wydarzeń nazwać samotne wzgórze oraz całą przylegającą do niego dzielnicą nie inaczej, jak właśnie Gołonogiem.


KONKURS 

Źródło: Marian Kantor - Mirski, Z przeszłości Zagłębia Dąbrowskiego i okolicy

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,4 (głosów: 1802)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter