Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Jak św. Jadwiga uratowała Krosno przed powodzią

Autor wpisu: projektlegenda
Data publikacji: 15.06.2014
Okres historyczny: Średniowiecze V-XV w.

Legenda o św. Jadwidze Śląskiej i cudownym uratowaniu Krosna przed powodzią.

Powodzie nawiedzały Krosno Odrzańskie nie tylko za naszych czasów. Pamiętamy falę powodziową z 2010 roku. Pamiętamy też wcześniejszą powódź z 1997 roku, dobrze również jest udokumentowana powódź z 1946, a nawet 1903 roku.

Tak więc ten nękający mieszkańców miasta kataklizm ma swoją długą tradycję, a nawet swoją legendę. Było to na wiosnę 1240 roku. Wczesna wiosenna aura była początkowo miłą niespodzianką dla mieszkańców miasta po ciężkiej, śnieżnej i mroźnej zimie. Pojawiła się dużo wcześniej niż w innych latach. Już na początku kwietnia nie było śladu po marcowej grubej, śnieżnej pokrywie.

Gród, który od kilku lat posiadał już prawa miejskie, położony był na terenie poprzecinanym licznymi kanałami, a przede wszystkim Odrą i jej odnogami. Miało to duże znaczenie obronne, mieszkańcy, a i zjeżdżający do miasta kupcy, mogli się czuć bezpiecznie.

Takie położenie miało też wadę: niebezpieczeństwo powodzi. Wraz z nagłym ociepleniem cieki wodne zamieniły się w wartkie strumienie, a pradolinę Odry pokryła sieć szybko łączących się ze sobą wód dążących ku największej z nich – Odrze. Pojawiło się dużo ptactwa wodnego, a spłoszone sarny, jelenie, daniele przeniosły się do wyżej położonych okolic.

Ludzie z niepokojem obserwowali te zjawiska. Bity trakt prowadzący do Krosna stał się grząski i ledwo co można było nim przejechać. Trudy podróży nie były przeszkodą dla księżnej śląskiej Jadwigi, wdowie po niedawno zmarłym księciu Henryku Brodatym. Księżna jechała odwiedzić miejsce, w którym 19 marca 1238 roku zakończył życie jej mąż.

Ostanie lata spędzała wśród mniszek klasztoru w Trzebnicy, klasztoru, który ufundowała wraz z mężem. Było to jej ulubione miejsce, w którym z dala od dworskiego zamętu mogła oddawać się modlitwie. Opatką klasztoru była jej córka - Gertruda. Drugim takim miejscem, w którym chętnie przebywała jeszcze za życia męża, było właśnie Krosno. Tak więc księżna podążała do Krosna z misją: pomodlić się w miejscu śmierci męża.

Choć wiedziała o jego ciężkiej chorobie, nie mogła być przy nim w chwili śmierci. Henryk obłożony był klątwą, nałożoną przez biskupa wrocławskiego, więc ona, jako wierna córa Kościoła, nie mogła się z nim spotkać. Wraz z synem – Henrykiem II sprowadzili ciało do Trzebnicy i tam w krypcie, w klasztorze, odbył się pogrzeb. Istniała nawet obawa, że biskup nie zgodzi się na pochówek wyklętego w poświęconej ziemi. Tu zapewne zadział nimb świętości towarzyszący księżnej już za życia. Syn wystąpił do biskupa o zniesienie klątwy i została ona zdjęta, ku wielkiej uldze księżnej.

Była też druga misja, którą księżna chciała wypełnić. Zawsze opiekowała się ludem, nad którym wraz z mężem sprawowali władzę. Jako mistyczka przeczuwała, że nad tym ludem w Krośnie zawisła groźba kataklizmu, dlatego też podjęła – nie bacząc na trudy – podróż do miasta na rubieżach księstwa śląskiego. Jak się okazało – przybyła w ostatniej chwili… Towarzyszący jej skromny dwór zdziwił się, iż u bram miasta nikt ich nie wita, mało tego – nie było nawet straży. Biły za to dzwony, biły na trwogę…

Rycerze i służba zaczęli szemrać miedzy sobą. Jednak księżna zachowała spokój, modliła się trzymając różaniec w ręku. Ona znała powód owej trwogi, miała widzenie, podczas którego zobaczyła zalany wodą gród i śmierć wielu jego mieszkańców. To był drugi ważny cel jej wizyty. Dzwony ucichły. Jeden z rycerzy zadął w róg obwieszczając przybycie znakomitego gościa. Nie było odzewu… Mury i miasto za nimi wydawały się wymarłe.

Skromny orszak dotarł do rynku i wjechał w rozstępujący się tłum mieszkańców. Służba pomogła wysiąść księżnej z powozu. Przystąpił do niej kasztelan i wyjaśnił przyczynę zebrania się wszystkich mieszkańców. Wysoka na kilka metrów fala wezbranej wody zbliżała się do Krosna. Właśnie wraz z rajcami zastanawiali się, co robić, a czas naglił. Większość chciała opuścić miasto i uciekać na wyżej położone wzgórze. Rozległy się krzyki: - Na wieżę! na wieżę! - Podmyje wieżę!... Na mury! Mury podnosić! - Uciekajmy, Miłościwa Pani! – krzyknął jeden z towarzyszących jej zbrojnych.

Tylko księżna zachowała spokój, podpierając się kosturem poszła w stronę wezbranej Odry, minęła bramę miasta i stanęła na podmokłej równinie. Za nią podążył tłum. Zaczęła się głośno modlić, a tłum powtarzał za nią prośby i modlitwy. Widać było wielką falę spienionej wody zbliżającą się ku murom. Ludzie uciekali w popłochu i schronili się za murami, tylko księżna została.

Rozpostarła ręce i widać było, że rozmawia z wielką wodą. Słów nie było słychać. Zdumionym mieszkańcom wydawało się, iż księżna rozkazuje fali cofnąć się. Wszyscy obserwowali w napięciu to wyjątkowe zjawisko. I tak też się stało, wielka woda odstąpiła od murów miasta, cofnęła się do koryta rzeki. Wielka radość zapanowała wśród mieszkańców Krosna. Ludzie wołali: cud! cud! cud! Nasza pani jest świętą! I rzeczywiście, już za życia uznawana była za świętą, a jej kanonizacja miała miejsce w ćwierć wieku po jej śmierci – w 1267 roku. 

Źródło: Opracowano na motywach książki Zofii Kossak, Szaleńcy Boży, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1957

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1164)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter