Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

"Wasze ulice, nasz rynek" - bardowskie opowieści o Żydach w Pruchniku

Autor wpisu: Erwina Dybisz
Data publikacji: 19.09.2014
Okres historyczny: 20-lecie międzywojenne 1918-1939

"Wasze ulice, nasze kamienice" - tak mawiali Żydzi w dużych miastach.Przenosząc się w rzeczywistość wojenną, poznając geografię miasta, śmiało można je sparafrazować w odniesieniu do Pruchnika. Opowieści ludzi, którym przyszło żyć w ówczesnych czasach zabiorą nas w "inny świat". Najpiękniejsze jest to, iż to podróż za przysłowiowy jeden uśmiech.

Na ulicy Kańczudzkiej, Jarosławskiej, Długiej i rynku tętniło życie lokalnej społeczności, które sprowadzało się do wspólnego mianownika, jakim jest wielokulturowość. Prym wiedli Żydzi. Oprócz materiału źródłowego doskonałą skarbnicą informacji są opowieści osób bezpośrednio związanych z ówczesną rzeczywistością. Co pozostało w pamięci?

Przyjaźnie....                                                                                                                                                 „ Życie w Pruchniku było nieodłącznie związane z Żydami. Byli oni znajomymi Pruchniczan, czasem przyjaciółmi. Mieszkałam w Wegierce, jednak w sąsiedniej miejscowości odnalazłam swoją  przyjaciółkę – Klarę Rozental. Była ona Żydówką. Mieszkała w Pruchniku na ulicy Kańczudzkiej. Ablas, Bergiel , Bielec , Bieńko - nazwiska te pamiętam do dziś".

Zapach dzieciństwa ...
"Żydzi byli mieszkańcami Pruchnika. Obok naszego domu była piekarnia,
której właścicielami była rodzina Szandalów; mieli oni również sklep spożywczy. Każdego ranka robiłam tam zakupy, do dziś pamiętam zapach świeżego pieczywa. Dobrze znałam syna i córkę państwa Szandalów, to z nimi spędzałam czas na zabawach. Kontakt z tą rodziną został zerwany, gdy miałam 12 lat. Był rok 1942, to czas, kiedy Żydzi byli w trudnej, wręcz rozpaczliwej sytuacji".

Obrzędy i zwyczaje ...
"Jako dziecko miałam okazje odwiedzić też synagogę. Był to wyjątek, ponieważ tego dnia zmarł Józef Piłsudski. Byłam wtedy uczennicą klasy 4 i razem z rówieśnikami byliśmy w ich miejscu modlitwy. Żydzi również stanowili część uczniowskiej społeczności. Jedną z moich lepszych koleżanek była Sunia, miała piękne rude włosy. Pamiętam również imiona innych, żydowskich uczniów: Fajga, Brucha, Jankiel. Warto zaznaczyć, że pomimo różnic religijnych nie było między mieszkańcami konfliktów. Na uwagę zasługuje fakt, że kiedy biskup czynił wizytację w kościele katolickim i spotykał rabina błogosławił wiernych żydowskich i z szacunkiem odnosił się do Tory. Na rynku znajdowała się bożnica, gdzie odbywały się np. wesela. Słyszałam o takiej sytuacji, że zakochali się w sobie Polak i Żydówka. Był to duży problem. W tej kwestii żadna z religii nie szła na kompromis. Z tego co pamiętam dziewczyna przeszła na wiarę męża a z rodziny została wydziedziczona. Charakterystyczny był również pogrzeb, znacznie różnił się od polskiego. Kiedy umierał Żyd, myto go dokładnie a przez usta i nos wtłaczano wodę, do momentu, gdy nie zostaną wypłukane z niego wszystkie pozostałości pokarmowe. Trumna wykonana była z desek, ale nie miała wieka; przykrycie stanowił czarny materiał. Zwłoki owijane były również materiałem – białym lnianym prześcieradłem. Do trumny wkładano czasem kłódkę, jako symbol zakończonego życia. Szabas był również czasem szczególnym w tradycji żydowskiej. W tym czasie Żydzi nie wykonywali jakichkolwiek prac. Potrawy przygotowywali wcześniej, by zachować odpowiednią temperaturę owijali gliniane naczynia z żywnością w materiały. O rozpalenie w piecu prosili Polaków. Spożywali charakterystyczne potrawy – mace, rosół, ryby, pieczywo, coś słodkiego. Dzielono je na trefne i koszerne. Moja mama pracowała jako służąca u Żyda."

"Żebym ja tak na Pani leżał ...."
"W pamięci utkwił mi obraz Pruchnika jako miejsca, gdzie Żydzi wiedli prym. Ich przewodnictwo ujawniało się przede wszystkim w handlu. Świetnie potrafili się targować. O tej umiejętności świadczy jedna ze słynnych opowieści. Dotyczy ona postaci Żyda Frajda, który prowadził sklep odzieżowy. Słynny był z tego, że zakupiony u niego towar zawsze leżał idealnie na kliencie.
Przyczyną owego świetnego dopasowania był fakt, że przymiarki odbywały się zwykle w ciemnym pomieszczeniu, którego wyposażenie stanowiło bardzo stare lustro. W przypadku, gdy odzież był np. za szeroka, kupiec zwężał ją rękoma, wygładzając z odpowiedniej strony. Dodatkowym atutem sprzedawcy była świetna kokieteria, którą stosował szczególnie do swoich klientek. Kiedy kobieta doszukiwała się mankamentów mówił: „Co nie leży?! Żebym ja tak na pani leżał..”

Weselny klimat ...                                                                                                   "Pamiętam również wesela żydowskie. Różniły się one znacznie od polskich. Odbywały się zwykle w ogrodzie. Para młoda ubrana była odświętnie, lecz skromnie. Panna młoda miała na sobie ciemną suknię. Ciekawym był dla mnie jeden ze zwyczajów, który polegał na tym, iż para młoda musiała odnaleźć końskie odchody, które były gwarancją szczęścia".

Dziecinne interesy, czyli "gruszki na wierzbie"...
"Pamiętam rodzinę Mejlichów. Ich dom nie wyróżniał się niczym szczególnym, był drewniany; rodzina składała się z 7 osób – rodzice i 5 dzieci: Lejzor, Hana, Fajga, Złotka, Lipek. Zajmowali się prowadzeniem gospodarstwa i z tego się utrzymywali, co było dość nietypowe. Trzeba przyznać, że mieli głowę do interesu. Ujawniało się to nawet w dziecinnych zabawach. Pamiętam jak z łowiłem z Lipkiem ryby. On tę sztukę miał dużo lepiej opanowaną. Widząc moją zazdrość zaproponował mi układ – on złowi dla mnie ryby w zamian za cały kosz jabłek i gruszek. Tak zrobiłem interes dzieciństwa – wywiązałem się z obowiązku a rybki jak nie złowiłem sam, tak jej nie miałem. Pomimo sprytu mojego żydowskiego kolegi, bardzo dobrze wspominam nasze relacje"

Mieszkańcy uroczej miejscowości, gdzie każdy spacer to prawdziwa przyjemność dająca możliwość obcowania z historią nie dzielili się na Żydów, Rusinów i Polków, byli sąsiadami, zdarzało się wspaniałymi przyjaciółmi. Czas jednak mija, a jedyne co stałe to pamięć. Wniosek? Warto rozmawiać.


 

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,4 (głosów: 1352)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Galeria

"Wasz ulice, nasz rynek"  - bardowskie opowieści o Żydach w Pruchniku
"Wasz ulice, nasz rynek"  - bardowskie opowieści o Żydach w Pruchniku

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter