Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Albo chcemy wyjść na odważne poszukiwania albo kalkulujemy za bardzo – wywiad z muzykiem Kubą Bugałą (część 1)

Data publikacji: 28.01.2015
Okres historyczny: III Rzeczpospolita po 1989 r.

Jesienią w parku zawsze zbierały się ogromne ilości wron – „wronie wesele” . Jak zapadały wczesne wieczory, to wracałem ze szkoły dookoła parku. Zbyt mocno oddziaływał na wyobraźnię. Kiedyś potężne drzewo runęło pod wpływem wiatru – zniszczyło ogrodzenie i budkę rozdzielni elektrycznej przed naszym blokiem – manifestacja grozy

Paula Haładus: "Inspiracje czerpane głównie z zimnej, ciemnej, ale równie pięknej jak ta kolorowa, strony Skandynawii" – możemy przeczytać na stronie Facebookowej Inqbatora. Dlaczego Skandynawia?

Kuba Bugała: Teraz pewnie użyłbym innego określenia, ale w momencie, w którym to pisałem, kiedy na światło dzienne wychodziła moja pierwsza muzyka, słuchałem bardzo dużo szwedzkiej artystki Promise and the Monster. Pamiętam, że byłem mocno zainspirowany takim trochę gotyckim stylem jej komponowania na gitarze.

Co to znaczy gotycki?

Mocno przestrzenny i mroczny. Opiera się na motywach folkowych. Wtedy bardzo ujęło mnie granie na gitarze Billie Lindhal. Ona ma też taki zimny, krystaliczny głos. Pamiętam, że jej sposób opowiadania był dla mnie inspiracją, sposób w jaki śpiewa, w jaki buduje utwory, utkane z jej głosu, gitary i przestrzeni wytwarzanych wokoło. To, że tak niewielką ilością elementów może tak niesamowicie wypełnić przestrzeń.

Czyli Skandynawia to nie jest dla Ciebie namacalna przestrzeń, ale po pierwsze artystka, która cię zainteresowała – osoba, jak i twoje wyobrażenie przestrzeni – abstrakcyjne, to prawda?

Nie mógłbym powiedzieć tak naprawdę wiele o Skandynawii, mimo, że byłem tam kilka razy w różnych miastach. O klimacie, krajobrazach Skandynawii wiem właściwie hasłowo, dlatego nie szarżowałbym z jakąś znajomością geograficzną czy kulturową tej przestrzeni. To porównanie do Skandynawii, które zrobiłem na początku, było związane raczej z artystką, która mnie wtedy oczarowała. Natomiast dzisiaj mówiąc o tym, co mnie inspiruje nie ograniczyłbym się czysto do Skandynawii. Inspiracją do zastosowania smyczków i wiolonczeli był chociażby Madredeus, zespół portugalski, którego słuchałem w liceum, czy na przykład folk celtycki. Przede wszystkim niedoścignionym wzorem była dla mnie tradycja celtyckiego grania na gitarze. Jest tego jeszcze więcej na pewno: tak zwany folk amerykański…

Jakich instrumentów używasz w swojej muzyce by uzyskać przestrzenność, która Cię tak inspiruje?

Na pewno wskazałbym gitarę akustyczną i wiolonczelę – to był szkielet mojej epki. Rzeczywiście szukam w muzyce przestrzeni. Jako słuchacz zawsze lubiłem ambienty. Tworzenie takiej faktury, tła z różnych efektów dźwiękowych, ciekawych brzmień syntezatorowych, dźwięków otoczenia nagrywanych i przetwarzanych, wytwarzających taką tkankę, taki osobny mały wszechświat, który otula słuchacza, wciąga.

Czy ten świat istnieje w rzeczywistości, miejsce z dzieciństwa na przykład?

Miałem w Radomsku, moim rodzinnym mieście, park z bardzo starymi drzewami. Zawsze kiedy chodziłem do szkoły przechodziłem przez ten park, obok rzeki Radomki, która była ściekiem. Wtedy to była dla mnie duża przestrzeń  trochę obca, trochę dzika. Park był też przestrzenią dźwiękową. Jesienią zawsze zbierały się tam ogromne ilości wron – „wronie wesele” . One wydają wtedy przejmujący dźwięki, skrzypliwe głosy.

Jak z horrorów?

Tak, trochę „horrorystyczne” też. Jak zapadały wczesne wieczory, to wracałem dookoła parku. Zbyt mocno oddziaływał na wyobraźnię. Kiedyś potężne drzewo runęło pod wpływem wiatru – zniszczyło ogrodzenie i budkę rozdzielni elektrycznej przed naszym blokiem – manifestacja grozy.

Opisujesz to w sposób surowy, a jednak artystyczny.

To jest surowa przestrzeń. Surowa i mglista.

Niebezpieczna?

Tak, bo ja odbierałem świat jako niebezpieczny i wrogi. I park się stał tego iluminacją.

A jakie miejsca w Radomsku kojarzą Ci się z muzyką, początkami Twojej muzyki?

Miejski Dom Kultury w Radomsku. Budynek jest dosyć ciekawy, modernistyczny, bardzo konkretna bryła, robi spore wrażenie. Przed budynkiem stała socrealistyczna rzeźba pływaka, symbol tężyzny fizycznej. Emanowała z tego jakaś monumentalność. Śpiewałem w konkursach wokalnych w podstawówce, bo "odkrył" mnie pan od muzyki. Oczywiście było to okupione ogromnym stresem, dlatego bodaj po szóstej klasie podstawówki zarzuciłem konkursowe występowanie zupełnie. Jakieś formy śpiewania pojawiły się dopiero w liceum i to było przy okazji oazy, w ramach modlitw, czuwań…

Nie chodziłeś do żadnej szkoły muzycznej. Co sądzisz o warsztacie muzyka, myślisz o śpiewaniu w kategoriach romantycznego talentu czy ciężkiej pracy?

Tak naprawdę nie ma jednej słusznej ścieżki, moim zdaniem. Oczywiście wskazane jest, że gdy ktoś na przykład śpiewa muzykę jazzową, to raczej jego technika powinna być mocniej dopracowana warsztatowo, bo tego wymaga od niego charakter tej muzyki. Na pewno jest też wielu naturszczyków, i nie chcę im odejmować niczego, intuicja jest bardzo ważna, ale technika umożliwia „wyśrubowanie” głosu i doprowadzenie go do poziomu perfekcji, by stał się narzędziem improwizacyjnym. Szkół i podejść do tego tematu jest wiele. Ja jednak stoję po tej stronie romantycznej i wydaje mi się, że inspiracja i natchnienie jest wciąż bardzo ważne. Oczywiście praca jest ważna, uruchamia kreatywność, ale nie wierzę, że wszystko zależy od niej. Należy przykładać się na każdym etapie i wyznaczać sobie wyzwania, ale technika jest tylko narzędziem, środkiem do celu, natomiast inspiracja powinna być pierwsza i ona jest najistotniejsza.

Czego szukasz w muzyce?

Na pewno nie myślę o muzyce w kategoriach zawodowych. Mam świadomość, że moja muzyka funkcjonuje w pewnej niszy. Muzyka nie jest dla mnie środkiem do zarabiania pieniędzy, ale środkiem komunikacji zastępczej. Jest wytarzaniem sobie alternatywnego świata, gdzie funkcjonuję inaczej i gdzie, mam wrażenie, moja wolność się rozszerza. Nie chcę być malkontentem, ale nasza codzienność jest przecież spłycona, a muzyka to jest szczególna forma spotkania. Koncert na przykład.

A jaki efekt się liczy? Skoro muzyka nie jest dla Ciebie taśmą produkcyjną, przekazem, który ma trafić do każdego?

Popkultura jest rzeczywiście bardzo żarłoczna, napędza się zasadami zysku, dotarcia do jak najszerszej publiczności, kosztem utraty wysublimowania, jakości przekazu. Można za bardzo wsłuchać się w to, co oczekują inni, a za mało w to, co my chcemy dać z siebie. Albo chcemy wyjść na odważne poszukiwania albo kalkulujemy za bardzo.

Wychodzisz z mieszkania, gdy pracujesz? Potrzebujesz osobnej przestrzeni, oddzielenia sfery prywatnej od – no właśnie – zawodowej?

Mój dzień bywa zwykle chaotyczny i to oddzielenie najczęściej się nie udaje. Natomiast na dobre wychodzi mi kiedy znajduję taką przestrzeń samotniczą do robienia muzyki. Muszę się po prostu skupić na tym co robię, wsłuchać. Poza tym chcę mieć materiał w jakiejś konkretnej formie. Kiedy na przykład mój kolega ma nagrywać partie wiolonczeli - chcę mu jasno przekazać o co mi chodzi, a to po prostu wymaga skupienia i przygotowania.

To jest jakieś studio?

Teraz nagrywaliśmy partię wiolonczeli w miejscu adaptowanym na studio, u naszych kolegów. W sumie dopiero teraz sprawdzam się w roli nagrywającego, bo do tej pory nie rejestrowałem sam swojego materiału. Na debiutanckiej płycie utwory będą głównie zarejestrowane przeze mnie, na jeden mikrofon pojemnościowy. Home recording jest fajny o tyle, że jest to przestrzeń, w którą nikt mi nie ingeruje. Natomiast jest też wiele zagrożeń – nawet bucząca lodówka jest problemem. Czasami też, mam wrażenie, że można się poddusić w takiej atmosferze, takim swoim świecie. Wychodzenie od czasu do czasu z własnej tak zwanej strefy komfortu jest pożyteczne, wyzwala nas z własnych lęków i kompleksów.

Mobilizuje…

Tak, pozwala przekraczać siebie, stawiać poprzeczkę wyżej. I też otwiera na to, że inni nas słyszą i weryfikują to, co robimy. Dobrze jest to wypośrodkować. A jeśli chodzi o płytę to będzie pewnie tak, że gitarę i wokale nagram u siebie w mieszkaniu, a potem będziemy to dopracowywać z Piotrkiem Madejem w jego miętowym salonie.

 

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,4 (głosów: 1584)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Galeria

„Albo chcemy wyjść na odważne poszukiwania albo kalkulujemy za bardzo” – wywiad z muzykiem Kubą Buga

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter