Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Jak to diabeł u chłopa służył

Autor wpisu: szkieletek
Data publikacji: 28.01.2015
Okres historyczny: 1800-1914

Poniższa opowiastka, pochodząca z Zagłębia Dąbrowskiego, ukazuje dobitnie, że dobre wychowanie tylko procentuje, a na kulturę osobistą nawet piekielne moce nic poradzić nie mogą. Warto czasem wziąć na to poprawkę, zanim się zacznie przeklinać ze złości, na czym świat stoi.  

Mieszkał sobie pod Siewierzem pewien chłop, znany z grzeczności i łagodnego usposobienia. Dostał on od swego pana zlecenie, by iść do lasu i wykopywać pniaki po ściętych przez drwali drzewach.

Mężczyzna przygotował się do całodniowej, ciężkiej pracy: nakupił sobie pęto kiełbasy i poprosił małżonkę, by mu upiekła owsianych placków. Tak przygotowany ruszył w las i zabrał się raźno za robotę.

Kiedy po kilku godzinach zgłodniał i pomyślał o czekającym go posiłku, odkrył ze zgrozą, że przygotowany tak starannie prowiant zniknął. Okazało się, że do pracującego człowieka zakradł się diabeł i ordynarnie wyjadł mu obiad co do ostatniego okruszka.

Biedny chłopina nie miał przez to co jeść, ale zamiast się zdenerwować, rzekł na głos:
- A niech ci ta Pan Bóg do na zdrowie to jadło!

Diabłem, gdy usłyszał powyższe słowa, aż zatelepało. Tego się nie spodziewał! Oczekiwał raczej przekleństw i złorzeczeń, a tu takie coś? Mocno niezadowolony z obrotu sprawy czort  mruknął pod nosem i zapragnął wrócić do siebie, gdyż powoli tęsko się mu zaczynało robić do swojskiego zapachu siarki, ale oto u piekielnych bram czekała go kolejna niemiła niespodzianka. Lucyfer bardzo się rozgniewał, że tak niemile potraktowany chłop nie dość, że nie przeklął, to jeszcze pobłogosławił czarta, życząc mu zdrowia w Boże imię.

Przez to za nic w świecie nie chciał wpuścić do piekieł diabła, który tak spartaczył całą sprawę i wstydem okrył czartowski ród. Rzekł więc do pechowego demona w te słowa:
- Idź teraz do tego chłopa odpokutować. Masz mu służyć bez rok i sześć niedziel i dopiero wrócić będziesz mógł do piekielnych czeluści.

Cóż miał biedny diabeł robić? Jak niepyszny powrócił na powierzchnie, poszedł do mężczyzny, któremu nie tak dawno zjadł obiad, pokłonił się i zaoferował swoje usługi.
- Mój kochany, przyjmij ty mnie na służbę! - poprosił przymilnie.
- Ano – rzekł chłop po krótkim namyśle, nie miał bowiem pojęcia, kim jest tajemniczy nieznajomy – jak już tak chcesz, to bądź!
- Wicie, gospodorzu – rzekł więc diabeł – wy sobie odpocznijcie, a jo pude te pnioki dalej kopać.

I poszedł diabeł wykopywać pnie drzew za chłopa. A że był istotą ponadludzką, od razu w godzinę trzy morgi obrobił dokładnie i elegancko. Gdy gospodarz przyszedł podpatrzeć, jak jego nowemu pomocnikowi robota idzie, aż się za głowę chwycił. Zimny pot spłynął mu po plecach, bo zaczął podejrzewać, że ma do czynienia z nieczystymi mocami.
- Tyś tyla aż pnioków wykopał? Toś ty chyba nie człowiek?!

Diabeł machną ręką, bo głowę miał innym problemem zajętą: oto trzeba było zwieść pozyskane drewno do pana do folwarku.
- Teraz trza przyjechać po te pnioki w drabinach!
- Ale synek! - chłop aż ręce załamał – Co ty godos? Jak my to zwieziemy, kiedy kunie mom liche, a wóz popsuty.
- Eh, co się ta pytocie, dam se jo radę.

I poszedł diabeł do zagrody, w mig sobie tylko znanymi czarami wóz drabiniasty naprawił. Zaprzęgł doń konie gospodarza, które rzeczywiście wyglądały jak dwie wychudzone szkapiny i po pniaki pojechał.

A po drodze napotkał pana, który jechał pięknym wozem zaprzęgniętym w dwa tłuste, zdrowiutkie koniki. Czart rzucił na nie urok, że ani kroku zrobić nie chciały, jak stanęły w miejscu, tak się za nic nie ruszyły, mimo ponagleń woźnicy i smagnięć biczem.
A tymczasem chłopskie chudziny dziarsko ciągnęły swój wóz.

Zeźlił się pan okropnie takim widokiem, bo mu bardzo spieszno było i kategorycznie zażądał wymiany zwierząt. Rozkazał zaprzęgać chude, ale użyteczne konie do swojego powozu, własne pozostawiając diabłu. Tak też zrobiono.

Znowu złapał się za głowę gospodarz, kiedy zobaczył naprawiony wóz, załadowany po brzegi drewnem i ciągnięty przez dwa wspaniałe, silne i dobrze wykarmione zwierzęta.
- Jezus Maryjo, cóż tyz to za człowiek? - wykrzyknął przerażony.

Słysząc imiona boskie zatrząsł się diabeł ze strachu i przyznał, kim jest naprawdę i dlaczego służy pomocą poczciwemu chłopu. Pomyślał chłop chwilę, podumał, w głowę się podrapał i w końcu zgodził się na dalszą służbę diabelską.

Rok minął mu w dostatku, bo wysłannik piekielny wszystkie kłopoty rozwiązać potrafił i w korzyść niepowodzenia obracał. Bardzo dobrze wyszedł gospodarz na tym wszystkim, wzbogacił się i oszczędności udało mu się nawet odłożyć.

Kiedy minął umówiony rok i gdy przeminęło umówionych sześć niedziel przyklęknął diabeł u stóp chłopa, któremu wiernie przez ten czas służył, obłapił go za nogi i rzekł:
- Mocie tu za to, com wom zjod te placki z kiełbasą.

Przypomniał sobie wówczas gospodarz zdarzenie ze znikającym obiadem, wreszcie zrozumiał, skąd go taki zaszczyt ze strony Piekieł spotkał. Podziękował pięknie czartowi, podpisał mu cyrograf, że oto obaj są już kwita i zwolnił diabła ze służby.

A diabeł?

Jak to diabeł. W te pędy ze świstkiem podpisanym do czeluści piekielnych wrócił i dopiero wtedy go tam przyjęli. Od tamtej pory podobno zmieniły mu się jednak zupełnie gusta kulinarne i nie próbuje już wyjadać Zagłębiakom obiadów.

 

KONKURS  

Źródło:

Marianna i Dionizjusz Czubalowie, Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego 

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1771)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter