Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

U Benedyktynów za piecem

Autor wpisu: AnnaKra
Data publikacji: 13.12.2010

Klasztor w Tyńcu to miejsce bardzo szczególne. Nie tylko ze względu na swoje unikatowe położenia na wapiennym wzgórzu nad Wisłą. Najważniejsza jest atmosfera i sami mnisi, którzy ją tworzą.

" Klasztor powinien być jak drzewo przy drodze. Człowiek nawet nie wie co to za drzewo. Ale położy się w jego cieniu i odpocznie. Potem zerwie owoc, zje, nabierze sił i pójdzie dalej. Drzewo nic od niego nie chce i my też nie."
opat Bernard Sawicki

Tak o swoim klasztorze mówi jego opat. Każdy ma tu wstęp - biedny, czy bogaty, Katolik, czy niewierzący. Klasztor Benedyktynów w podkrakowskim Tyńcu przed nikim nie zamyka swoich bram. Wręcz przeciwnie. Od kiedy udało się wyremontować Wielką Ruinę, czyli bibliotekę opactwa, zakonnicy otwierają szeroko podwoje swego azylu by wpuścić do niej każdego, kto ma ochotę na wspólną modlitwę, medytację, rozmowę, czy chociażby zakupy w klasztornym sklepiku z wyrobami benegdyńskimi. Można się w nim uraczyć konfiturami, miodami i nalewkami, jednak najważniejsza dla odwiedzających jest strawa duchowa.

Klasztor w Tyńcu to miejsce bardzo szczególne. Nie tylko ze względu na swoje unikatowe położenia na wapiennym wzgórzu nad Wisłą. Ani na wyjątkową arhitekturą sięgającą czasów średnioweicznych, choć nadaje ona klasztorowi niepowtarzalny charakter, a każdy odwiedzający może poczuć się, jakby przeniósł się do opactwa znanego z "Imienia Róży". Najważniejsza jest atmosfera i sami mnisi, którzy ją tworzą. Każdemu przyjezdemu który chce zostać w opactwie, służą radą, dobrym słowem. Między licznymi obowiązkami i modłami ( w myśl odwiecznej zasady ora et labora) radzą innym, rozmawiają, ale również po prostu są.

"Klasztor jest miejscem  głębokiej refleksji, w którym ludzie mogą, jeśli chcą, czegoś doświadczyć. Czegoś, co odnosi się do ich własnej tożsamości."  - mówi ojciec Włodzimierz

Poza spotkaniem z mnichami liczy się także tysiącletnia tradycja, Tak jak nowi ludzie odwiedzają klasztor, tak samo robili to inni setki lat temu. Wszyscy przychodzili po to samo. W takim miejscu bez wątpienia można odnaleźć głębsze znaczenie i pewien dystans do otaczającego nas świata.

Podczas pobytu można o nim całkowicie zapomnieć. Nawet siedząc w wygodnej celi, przystosowanej do potrzeb odwiedzających, można poczuć ducha klasztoru. Od godziny 21:30 mnichów obowiązuje całkowite milczenie. Cisza, spokój, medytacja - tego wielu z nas dawno nie miało okazji doświadczyć. Tu są na porządku dziennym.

Do jednych z najbardziej niepowtarzalnych przeżyć należy także koncert w wykonaniu mnichów śpiewających psalmy. Zwłaszcza po łacinie. Wtedy, w tych surowych, kamiennych murach, na prawdę można się poczuć, jak w głębokim, przepełnionym mistycyzmem i tajemnicą średniowieczu.

 

Źródło:

fot. Jerzystrzelecki - klasztor w Tyńcu

reportaż K. Chomętowskiej "Bóg szuka przyjaciół", Zwierciadło, n 12/2010

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 879)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane tagi

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter