Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Światowidzie, odjeżdżam...

Autor wpisu: Marta Konarzewska
Data publikacji: 29.12.2010
Okres historyczny: 1800-1914

Można powiedzieć, że wieś Jankowice Poduszkowskie za jednego z opiekunów ma Światowida. Pod stojącą tam jego figurką, swoim małym „prywatnym ołtarzykiem”, stanęła ponad sto lat temu młoda dziewczyna o imieniu Jadwiga.

Światowidzie!, odjeżdżam – mówiła wtedy – Tak – widać – trzeba. Ale, proszę cię, nie zapomnij o mnie! (...) Obracaj za mną twoje oczy i odszukaj mnie zawsze w tłumie obcych ludzi, a choćbym naprawdę w czterech stronach świata miała się zawieruszyć, przyprowadź mnie zawsze na to pole, przy którym stoisz, pod ten las...”

Podroż w „Cztery świata strony” zaczęła od Krakowa. Tu uczęszczała na pensję i kiedy tylko mogła, chodziła na spektakle Teatru Miejskiego, pielęgnując w sobie miłość do sceny. Tu podpatrywała gwiazdy, na pamięć uczyła się sztuk i deklamowała je przed szkolnymi koleżankami. Tu postanowiła zostać aktorką.

Rodzicom niełatwo było zaakceptować tak nietypowe postanowienie córki. Zawód aktorki nie cieszył się wtedy ani uznaniem, ani szacunkiem. Aktorka, nawet najbardziej uzdolniona to w „szacownym” ujęciu  niewiele więcej niż szansonistka, dziewczyna z kabaretu. Pisała o tym Jadwiga:

Niezwykle trudno było mi  wykrztusić pod dachem tego patryarchalnego domu tak proste zdanie: <<Drodzy moi! Chcę wstąpić do teatru i tam pozostać>>. Już widziałam, jak słowo teatr przemienia się w ich wyobraźni w <<piekło kulis>>.

Teatr okazał się jednak pasją nie do przezwyciężenia, pragnieniem, którego nie sposób nie zrealizować.

To nie ja postanowiłam świadomie o mojej karierze, ale instynkt pcha mnie na taką drogę życia, która musi mnie wyprowadzić na szczyty. (...) We mnie żyje tylko (...) chęć poznania życia w jego niezliczonych formach, które roją się wokół nas razem z miłosnymi popędami i pospolitym barbarzyństwem na pół cywilizowanych ludzi. Chce im wyjść na przeciw! Chce ich poskramiać! Chcę ich zachwycić!”.

Tak się stało. Została sławną kobietą. Grała pod nazwiskami swoim: Mrozowska i mężów: najpierw Poray – Wybranowska, potem Toeplitz. Używała też pseudonimów. Mówiono: Ruczko i Ruczkówna.
Występowała we Lwowie – w tetrze lwowskim za dyrekcji Tadeusza Pawlikowskiego i w Krakowie, w Teatrze Miejskim, za dyrekcji Józefa Kotarbińskiego.

Wcielała się w role z dzieł wielkich Polaków: Kasprowicza, Fredry, Wyspiańskiego  Przybyszewskiego, Słowackiego, a także autorów światowej sławy, jak Szekspir czy Rittner.

W 1907 roku Mrozowska wyjechała do Hiszpanii, a potem do Francji, do Paryża. Tam samodzielnie studiowała sztukę, wiele czytała, uczyła się śpiewu.

W Krakowie grywała na gościnnych występach, spotykała z przyjaciółmi, romansowała. O znajomości z  Tadeuszem Boyem Żeleńskim pisze:

Lubiliśmy się bardzo i widywali tak często, że aż na to skandaliczne afiszowanie się po krakowskich zaułkach zwróciła swoje argusowe oko opinia krakowska. Ale nie była ona dla nas zbyt surowa (...) jednak i ona lękała się słodkiego jak miód, a ostrego jak brzytwa szyderstwa Boya”.

Gdy skończyła karierę aktorską, podróżowała. Rzeczywiście, jak deklarowała przed figurką Światowida, w cztery świata strony. Zwiedzała tereny dzikie i dziewicze. Była w Indiach, Iranie, Tybecie, Bagdadzie, Kaszmirze, przemierzała nieznane doliny i wspinała się niebezpiecznie po pasmach górskich.

Podróżowałam koleją, statkiem, samochodem, konno, na wielbłądach, na słoniu, łodzią i pieszo. (...)  W najgęściejszej dżungli polowałam na tygrysy (...)  na bezwodnej pustyni (..) śmierć zaglądała w oczy ludziom, a zwierzęta pociągowe padały z głodu i pragnienia”.

Nie dane jej było powrócić „pod domowy dach”, do Światowida. Pochowano ją w dalekiej Lombardii.

Jednak na pewno udało jej się spełnić jedno z pierwszych wielkich marzeń i postanowień.

Będę sławna na całym świecie! A któż ci to powiedział – pytali bliscy. Światowid! - odpowiadałam”.
 

Źródło:

J. Mrozowska – Toeplitz, Słoneczne życie, Kraków 1963

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1146)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane lokalizacje

Powiązane tagi

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter