Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Z wełny, drewna, wosku

Autor wpisu: Magdalena Stopa
Data publikacji: 23.11.2010
Okres historyczny: 1800-1914

Okolice Puszczy Augustowskiej znane są przede wszystkim ze względu na walory przyrodnicze. Mało kto wie, że leżący nad Biebrzą Lipsk jest zagłębiem twórców ludowych. Można kupić tu wełniane tkaniny, pisanki i wyroby z drewna.

Wielkanocne malowanie jajek trwa w Lipsku okrągły rok. Zamówienia przychodzą ze Skandynawii, Niemiec, Szwajcarii, Stanów, Kanady. Z tego niewielkiego miasteczka wysyłane są w świat tysiące sztuk. Ozdobienie jednej pisanki lokalnym mistrzyniom zajmuje około 3 minut i przynajmniej z pozoru wydaje się nie być trudne. Potrzebny jest wosk, szpilka i farba. Wosk na skorupkę nakłada się cienkimi pasemkami przy pomocy szpilki umocowanej na drewnianym patyczku. Jeśli pisanka ma być jednokolorowa to wzór od razu „pisze się” w całości po czym wkłada wydmuszkę do farby. Po starciu wosku, w jego miejscu pozostaje nie zabarwiona skorupka. Na powierzchni jajka powstają w ten sposób kompozycje w formie rozet, łańcuszków itp. Jest to tak zwana metoda batikowa. Jeśli pisanka ma być dwukolorowa, pokrywa się woskiem część miejsc z farbą a resztę czynności powtarza. Zacząć trzeba od kolorów najjaśniejszych i przechodzić do coraz ciemniejszych. Ozdobienie jajka dwoma kolorami trwa 5-6 minut, ale powstają też znacznie bardziej skomplikowane dekoracje, nawet sześciokolorowe. Dawniej do malowała pisanek używano wywarów z łusek cebuli, młodego żyta czy kory dębu (ta ostatnia barwiła jajka na czarno). Obecnie są to przeważnie sztuczne barwniki. Podlascy etnografowie twierdzą, że wzory z Lipska to najbardziej znane pisanki w całej Polsce, jednak ich znajomość przeważnie nie idzie w parze ze świadomością miejsca pochodzenia.

W niewielkim Muzeum Regionalnym, które mieści się przy rynku osobna ekspozycja dotyczy pisanki lipskiej. Poza tym zgromadzono tu przeszło tysiąc eksponatów: stroje, meble, narzędzia, tkaniny, ceramikę. Uwagę zwracają piękne wełniane tkaniny. Jeszcze dwadzieścia lat temu pracowało w Lipsku kilka tkaczek, wyrabiały w domu kilimy, narzuty, płótno, chodniki. Dziś już tylko jedna.

Powierzchnię prawie całego jednego pokoju w domu pani Kazimiery Makowskiej-Borodziuk zajmuje masywne drewniane krosno. Na ścianach wiszą wełniane kilimy. Zdobią je zgeometryzowane kwiaty, drzewa, zwierzęta a nawet sceny rodzajowe. Niektóre z nich noszą tytuły: „Wiejska zabawa”, „Moje gospodarstwo” albo „Droga przez wieś”. Są to tzw. tkaniny dwuosnowowe, których specyfika polega na użyciu dwóch kolorów i uzyskaniu efektu negatyw-pozytyw, w których lewa strona jest odwrotnością prawej. Obok krosna stoi w kącie stoi drewniany kołowrotek. Aż trudno uwierzyć, ale zarówno lniane nici na osnowę jak i wełniane na wątek powstają na miejscu. Już samo naciągnięcie osnowy na krosno jest mozolną pracą, trwającą kilka dni. Potem rozdziela się nici osnowy i przesuwa pomiędzy nimi podłużne czółenko z nicią wątku nawiniętą na szpulkę. Te ruchy trzeba powtórzyć setki razy dziennie. Po dniu pracy powstaje około 10 centymetrów tkaniny. Utkanie dużego kilimu zajmuje miesiąc. A gdzie uprzędzenie nici? A obrobienie lnu? Na ścianie wiszą drewniane narzędzia: międlice - rodzaj drewnianych nożyc do rozgniatania zdrewniałych łodyg lnu, klepacze do ubijania włókien i szczotki do czesania ich, przed wyrobem przędzy. W północno-wschodniej Polsce tkactwo dwuosnowowe zaczęło rozwijać się od połowy XIX wieku. Skomplikowane wzory, są efektem przedwojennej współpracy lokalnych tkaczek w artystkami warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Szczególny wpływ miała działalność profesor Eleonory Plutyńskiej, która w latach 30. poszukując tradycyjnych technik tkackich, trafiła w okolice Janowa Podlaskiego. Zafascynowana tkaninami dwuosnowowymi wiele czasu spędzała z miejscowymi tkaczkami, podpowiadała nowe rozwiązania kompozycyjne i uczyła plastycznego myślenia. Przekonywała też do farbowania przędzy naturalnymi barwnikami oraz wykorzystywania naturalnych kolorów wełny: bieli, szarości, brązów. Współpraca trwała do lat 60. a wzory, które stały się jej owocem nadal są tkane w wielu miejscach wschodniej Polski. Pisanki i tkaniny to jeszcze nie wszystko, w Rogożynku kilka kilometrów od Lipska można kupić też wyroby z drewna. Powstają tutaj drewniane, toczone z brzozowego pnia misy. Pień brzozy musi być najpierw pocięty na tak zwane dyle, czyli rodzaj grubych, dziesięciocentymetrowych desek. Potem dyle cięte są w kwadraty i na ręcznej tokarce obrabiane w kręgi. Dopiero z nich na ręcznych tokarkach wytaczane są misy. Gdyby pień od razu ciąć w kręgi, co wydawało by się najprostsze, misy pękały by wzdłuż słoi. Cięte z dyli są bardzo mocne. Na koniec naczynia pokrywane są woskiem i polerowane. Ich jedyną dekoracją jest masyw drewna i jego naturalne słoje. Wykończenie woskiem sprawia, że misy są niezwykle przyjemne w dotyku i mają łagodny, miękki połysk.

Ci, którzy dotrą do rzemieślników w Lipsku nie będą żałować. Nie tylko uda się zrobić fantastyczne zakupy. Będzie tu ciekawie, świeżo, inaczej niż gdzie indziej.

Metryczka:

autor: Magdalena Stopa, data wpisu: 2010-11-23 11:43:00


edycja: Magdalena Stopa, data edycji: 2010-12-17 15:10:41
edycja: Magdalena Stopa, data edycji: 2011-01-14 13:58:03
edycja: Magdalena Stopa, data edycji: 2011-10-18 13:38:43

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 779)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane lokalizacje

Galeria

Z wełny, drewna, wosku
Z wełny, drewna, wosku
Z wełny, drewna, wosku

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter