Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Podkarpackie tradycje bożonarodzeniowe

Autor wpisu: Uczniowie Technikum z Zespołu Szkół nr 1 im. Karola Adamieckiego w Sanoku, wpis powstał w ramach programu CEO EtnoLog (2009), oprac. Maja Rzeplińska
Data publikacji: 23.12.2010
Okres historyczny: PRL 1944-1989

Na podkarpackich wsiach wierzono, że Wigilia to dzień, którego skutki będą odczuwane przez cały kolejny rok. Tego dnia nie wolno było się kłócić, a wręcz święta często stawały się okazją do pogodzenia się zwaśnionych od dawna sąsiadów czy krewnych. Dlatego nazywano je też Godami lub Świętami Godnymi.

W Wigilię wstawano bardzo wcześnie – ok. trzeciej, czwartej – i zabierano się do pracy. Jeśli gospodarz chciał, aby jego żona była pracowita przez cały kolejny rok, to nie mógł jej pozwolić usiąść choćby na minutę aż do wieczerzy. Przestrzegano zakazu pożyczania czegokolwiek innym, by w domu nie ubywało, oraz używania igły i dokonywania napraw, by przez kolejny rok nic się nie psuło i nie wymagało naprawy. Warto było też tego dnia oddać wszystkie długi, by nie ciążyły nad rodziną przez kolejne miesiące. Szczęście zapewniała podobno drobna kradzież – najlepiej czegoś z lasu.

Ważne też było, kto tego dnia odwiedza dom. Jeśli pierwsza przyszła kobieta, to był to znak, że dom nawiedzą nieszczęścia. Dlatego widząc nadchodzącą niewiastę, ryglowano drzwi lub wyrzucano ją siłą, tak by nie przekroczyła progu. Mężczyzna oznaczał szczęście, jednak pod warunkiem, że nie był ubrany w kożuch, bo wówczas zwiastował choroby. Stąd też praktykowano między sąsiadami zwyczaj wysyłania wczesnym rankiem nawzajem do siebie młodych chłopców zwanych połaźnikami lub szczęściarzami.

Do kolacji miała siadać parzysta liczba osób, co gwarantowało, że wszyscy spotkają się przy stole za rok. Jeśli w rodzinie nie było parzystej liczby krewnych, do stołu sadzano tzw. dziada, czyli snopek zboża ubrany po męsku. Dwanaście potraw podawano w dużych misach, z których jadano wspólnie, a biesiadnik musiał skosztować każdej z potraw, inaczej sprowadziłby na dom nieszczęście. Podczas całej wieczerzy nie wolno też było odłożyć łyżki, ani wstać od stołu, aby nie narazić się na bóle w krzyżu podczas żniw. Wyjątek od tej reguły stanowiła gospodyni, która donosiła kolejne dania. Pod misy z jedzeniem za każdym razem podkładano opłatek. Gdy przywarł on do naczynia wróżyło to urodzaj rośliny, z której przygotowano potrawę.

Przepowiadano też pogodę. W tym celu rozbierano cebulę na 12 łupin i do każdej z nich wsypywano soli. Łódki z solą ustawiano przed kolacją na oknie, a o północy sprawdzano, w której z nich sól zwilgotniała, co znamionowało deszczowy miesiąc. A jeśli ktoś po wstaniu z łóżka kichnął, miał być szczęśliwy i zdrowy. Gdy drzewa w sadzie rankiem pokrywał szron, to nadchodzący rok miał być urodzajny.

Bydło karmiono po wieczerzy tzw. kolędą, czyli odkładaną jedną łyżką każdej wigilijnej potrawy, opłatkiem i chlebem. Do dziś przetrwała wiara w to, że po kolędzie zwierzęta mówią do siebie ludzkim głosem, jednak jeśli ktoś tę ich rozmowę usłyszy, to musi umrzeć.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,4 (głosów: 1365)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane lokalizacje

Galeria

Podkarpackie tradycje bożonarodzeniowe
Podkarpackie tradycje bożonarodzeniowe
Podkarpackie tradycje bożonarodzeniowe
Podkarpackie tradycje bożonarodzeniowe
Podkarpackie tradycje bożonarodzeniowe
Podkarpackie tradycje bożonarodzeniowe
Podkarpackie tradycje bożonarodzeniowe

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter