Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Fabryka Schindlera

Autor wpisu: Anna Dobrowolska
Data publikacji: 01.12.2010
Okres historyczny: 20-lecie międzywojenne 1918-1939

Czy po wyjściu z muzeum można czuć się jak po obejrzeniu dobrego filmu? Takiego, który wciąga widza i sprawia, że ten zapomina o zwykłym świecie, dając się porwać fabule? Jak widać na przykładzie muzeum w fabryce Schindlera, można.

Już sama podróż do muzeum wprowadza nas w klimat wojennego Krakowa – zgodnie z tablicami informacyjnymi od przystanku tramwajowego idzie się przez chaszcze i zarośla, a następnie wychodzi na zupełnie opuszczoną stację kolejową. Na szczęście samo muzeum opuszczone już nie jest, mimo że tak trudno do niego trafić.

Budynek, w którym obecnie mieści się muzeum (i to niejedno!), to dawna fabryka naczyń emaliowanych Oskara Schindlera. Pierwotnie właścicielami zakładu byli trzej żydowscy przedsiębiorcy, którzy założyli go w 1937 roku. Po wejściu Niemców do Krakowa został on przejęty przez agenta Abwehry, Oskara Schindlera, i rozbudowany zgodnie z przedwojennymi planami. Zmieniono również nazwę firmy na Deutsche Emailwarenfabrik (DEF). W zakładzie dalej produkowano naczynia emaliowane, uruchomiono również oddział produkcji zbrojeniowej.

Z początku pracownikami byli głównie Polacy, ale z czasem wzrastała liczba pracowników żydowskich, zatrudnianych za pośrednictwem urzędu pracy w getcie. Po likwidacji krakowskiego getta Schindler uzyskał zgodę na utworzenie podobozu obozu Płaszów na zakupionej przez siebie parceli, przylegającej do DEF, i tam przeniósł swoich żydowskich pracowników. Warunki życia były tu lepsze niż przeciętna, a pod koniec wojny fabrykę przeniesiono do Brünnlitz w Czechach, gdzie pracowników wyzwoliła w 1945 roku Armia Czerwona. Po wojnie na terenie fabryki Schindlera funkcjonowały Zakłady Wytwórcze Podzespołów Telekomunikacyjnych „Telpod”, a w 2007 roku budynek został podzielony między dwa muzea – Muzeum Sztuki Współczesnej i Muzeum Historyczne Miasta Krakowa.

Od razu po wejściu zostajemy wciągnięci w historię opowiadaną przez autorów ekspozycji. Pierwsza sala – atelier fotograficzne z lat 30. XX wieku – wprowadza nas w atmosferę Krakowa na kilka dni przed wybuchem wojny. Pokój wygląda sielsko, tak samo jak fotografie wiszące na ścianach, co stanowi duży kontrast dla pomieszczeń, do których wchodzimy po chwili – ciasnej poczekalni dworca kolejowego i wąskiego, ciemnego korytarza. Na jego ścianach zostały umieszczone wstrząsające zdjęcia bombardowanego miasta. Po drodze mijamy czołg i interaktywną mapę, na której możemy zobaczyć, w jaki sposób wojska okupantów zajmowały Polskę.

Po kocich łbach przechodzimy dalej, mijając flagi ze swastyką zwisające z sufitu, i docieramy do tego, o czym tak naprawdę opowiada muzeum, czyli Krakowa czasów okupacji – mijamy tramwaj, na którego drzwiach znajduje się obowiązkowa tabliczka „Nur für Deutsche” i kraty, przez które możemy zajrzeć do więzienia gestapo przy ul. Montelupich. Każde kolejne pomieszczenie jest coraz bardziej mroczne, bo i tematyka, z którą mierzy się ekspozycja, nie jest łatwa. Na ścianach jednego z wąskich korytarzyków widzimy fragmenty listów i wspomnień żydowskich dzieci, mieszkających w krakowskim getcie, między innymi młodego Romana Polańskiego. Co ważne, oprócz wzmianek o Polakach ratujących Żydów, często z narażeniem życia, wystawa porusza temat szmalcowników, czyli ludzi, którzy byli gotowi wydać ich Niemcom.

W ostatniej sali znajdują się dwa ekrany, z daleka wyglądające jak grube księgi – na jasnym możemy zobaczyć nazwiska wszystkich Polaków, którzy otrzymali tytuł „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”, a na czarnym przeczytać o tych, którzy kolaborowali z niemieckim okupantem i wykorzystywali trudną sytuację Żydów do osiągania własnych korzyści. Obie strony „medalu” są traktowane tak samo.

Po wyjściu z muzeum trudno jest otrząsnąć się z wrażenia, jakie wywiera ekspozycja. Jest niezwykle interaktywna i wciągająca – z pewnością nie jest to muzeum, przez które można tak po prostu przejść. Tu trzeba przystanąć i poświecić wszystkim ofiarom II wojny światowej chwilę refleksji. Tylko tyle możemy dla nich zrobić.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,4 (głosów: 735)

Komentarze (2):

Paja, 29.07.2011
Absolutnie niesamowite miejsce! Perła opowieści o historii. Takie powinny być muzea, które chcą mówić człowiekowi o przeszłości. Polecam gorąco! A tutaj po wizycie (niejednokrotnej) w Fabryce: http://pod-sztandarem-walki-o-pamiec.blog.onet.pl/Dotknij-serca-okupowanego-Krak,2,ID415319413,DA2010-10-01,n

Magdalena Link-Lenczowska, 09.12.2010
Interaktywność i symulowanie przeżycia to dziś żelazne punkty każdej dyskusji o muzealnictwie. Czy jednak na obecnym etapie rozwoju są one możliwe, czy raczej pozostają bardziej lub mniej piękną utopią? Porównując tendencje w Polsce i na świecie mam wrażenie, że jesteśmy jeszcze wciąż w błogim wieku niewinności, przed fazą krytyczną. Taki jest porządek rzeczy, którego nie ma sensu oceniać, ale warto interpretować. Pozwalam sobie o tym wspomnieć tutaj i 'mapować' własne konteksty, bo właśnie taką dyskusję chciałam zapoczątkować swoim artykułem, również poświęconym Fabryce, w nowym kwartalniku "Herito. Dziedzictwo, kultura, współczesność" wydawanym przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie. http://www.herito.pl/ Zapraszam do lektury i liczę na Państwa komentarze.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane lokalizacje

Galeria

Fabryka Schindlera
Fabryka Schindlera
Fabryka Schindlera
Fabryka Schindlera
Fabryka Schindlera

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter