Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Pączkowe szaleństwo

Autor wpisu: AK
Data publikacji: 03.03.2011

"Staroświeckim pączkiem trafiwszy oko, mógłby je podsinić, dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku, znowu rozciąga się i pęcznieje, jak gąbka do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska".

Tak o ostatkowym rarytasie pisał ksiądz Jędrzej Kitowicz. Słynny niemiecki reportażysta Firtz Wernick, odwiedziwszy Warszawę w 1875 roku, warszawskimi pączkami wprost się zachwycił. „Specjał godny to salonów, łagodnie rozpływający się w ustach, cudowny amalgamat jajek, masła i kremowej śmietanki”, pisał w swoim artykule dla „Danziger Zeitung”.
 
Największym rarytasem pączki stają się w tzw. tłusty czwartek, otwierający ostatni tydzień zapustny, czyli ostatki. Pieczono i piecze się ich wtedy setki, ba, nawet tysiące. Jak donosił Kurier Warszawski, w tłusty czwartek w 1829 roku cukiernicy warszawscy upiekli i sprzedali 45 tysięcy pączków, a w domach prywatnych usmażono ich i zjedzono trzykrotnie więcej. Raczej nie myślano wtedy o kaloriach, bo według starego zwyczaju w tłusty czwartek wszelakich „tłustości” trzeba było zjeść tyle… ile razy kot ogonem ruszy… A niech ktoś spróbuje to policzyć.
 
Ciekawe, jak te statystki układają się obecnie. W Warszawie pod drzwiami najsłynniejszych cukierni ustawiają się długie kolejki – u Dybala przy Politechnice, Bliklego przy Nowym Świecie, Strzałkowskiego przy Tamce… To najmodniejsze cukiernie, jednak ja osobiście wolę małą, wolską cukierenkę. A właściwie Pracownię Cukierniczą przy ulicy Górczewskiej 15, gdzie przez cały rok wyrabia się tylko i wyłącznie pączki – moim zdaniem najlepsze w Warszawie.
 
Sam lokal nie wygląda ani modnie, ani elegancko. Wnętrze pokryte drewnianą boazerią i ręcznie malowany szyld przypominają minioną epokę. Za ladą zamiast studentki ubranej w modny fartuch pani w średnim wieku – Zenona Adamuszewska, dla której pączki to życiowa pasja. Pracownię założył ponad 80 lat temu jej dziadek Władysław Zagodziński. I w taki sposób zapoczątkował rodzinną tradycję – pączki wypiekali on, pani Hania, mama pani Zenony, a teraz jej z kolei pomaga córka. Największy sekret to oczywiście receptura przekazywana z pokolenia na pokolenie, ale również codzienny trud – wczesnego wstawania, przygotowania i smażenia pączków. A każdy mieszkaniec Woli wie, że jeżeli napadnie go ochota na pączka, to nie ma co zwlekać. Pracowania zamyka swoje drzwi, gdy ostatni pączek zniknie z lady, czyli… czasami już o 11 przed południem!
 
A co tam się dzieje w tłusty czwartek! Kolejka zawija się aż do ulicy Działdowskiej. Dlaczego właśnie tu skoro pączki tego dnia można kupić dosłownie wszędzie? Bo tylko tu są świeże, domowe, nadziewane jedynie tradycyjną konfiturą różaną. Pakowane w paczki zwinięte w papier, przewiązane sznurkiem, a nie duszące się w torebkach foliowych. Warto czekać, nawet parę godzin. A ja tymczasem pędzę po pączki, bo całe szczęście do Pracowni mam bardzo blisko. 
 
Przepis na pączki warszawskie  
Na początek należy przygotować zaczyn z 6 dkg drożdży, 10 dkg mąki, po łyżce cukru i mleka (ok. 1/3 szklanki). Gdy zaczyn wyrośnie, dodać 40 dkg mąki, utarte z 8 dkg cukru, 8 żółtek, około 1/4 l letniej wody, słodkiej śmietanki, utłuczoną i przesianą przez gęste sito wanilię (1/2 laski), 15 dkg roztopionego, letniego masła, 1/3 łyżeczki soli oraz kieliszek spirytusu. Można też dorzucić nieco skórki cytrynowej otartej na najdrobniejszej tarce.
 
Ciasto wyrobić starannie ręką; gdy odstaje od ręki i miski, jest gotowe. Powinno być niezbyt gęste, lśniące i elastyczne. Gdy zacznie ponownie rosnąć, nabierać łyżką porcję po około 4 dkg, formować w ręku małe krążki, w środek nałożyć 1/2 łyżeczki nadzienia – lekko podgrzanej konfitury różanej, zlepić, uformować kulkę i kłaść zlepieniem do dołu na serwecie oprószonej mąką.
 
Uformowane pączki przykryć serwetą. Gdy niemal dwukrotnie wyrosną, delikatnie zmieść pędzelkiem lub piórkiem mąkę i smażyć je partiami na silnie nagrzanym smalcu, w płytkim i szerokim rondlu, by swobodnie pływały, nie stykając się. Gdy pączki od dołu się zarumienią, obracamy je ostrożnie. Upieczone, wyjmujemy starannie, osączamy z tłuszczu i jeszcze ciepłe opraszamy suto cukrem pudrem, aromatyzowanym potłuczoną wanilią.

Źródło:

B. Ogrodowska, Ocalić od zapomnienia polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2007.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,2 (głosów: 1355)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane lokalizacje

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter