Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Hultaja chłopaki, bo dzisiaj kusaki!

Autor wpisu: AK
Data publikacji: 08.03.2011

Kusaki, mięsopusty, diabelskie dni albo po prostu ostatki. Ostatnie trzy dni karnawału, kiedy to wszyscy starają się napić i najeść do syta, wytańczyć i wybawić przed reżimem zbliżającego się postu.

W miastach bawiono się na rautach i balach maskowych, a na wsi pląsano wesoło w korowodach przebierańców. Do drzwi pukały postacie przebrane za kozy, turonie, niedźwiedzie, koniki i żurawie. Po ulicach biegali też mężczyźni przebrani za kobiety, diabły i śmierć, a kobiety przebierały się za Cyganki. Śmiano się, tańczono, ściskano i całowano przechodniów. Przebierańców chętnie witano w domach, gdyż wierzono, że przynoszą do domostwa dobrobyt i urodzaj, a ich zabawy i harce pobudzają życie w przyrodzie i zwiastują rychłe nadejście wiosny. Goszczono ich zatem suto i obdarowywano datkami: kiełbasą, boczkiem, kołaczami, słodyczami.

Ostatki były też szczególnym czasem dla kobiet, zwłaszcza tych zamężnych, statecznych matek i pań domu, które na co dzień, ze względu na swoją pozycję, nie mogły pozwolić sobie na swawolne zabawy. W ostatni karnawałowy kusy wtorek zbierały się w karczmie, przynosiły ze sobą własne tłuste potrawy, zamawiały wódkę i biesiadowały. Śmiały się, żartowały, zwłaszcza z mężczyzn, tańczyły i szydziły, śpiewając:

Na len, na konopie!
Żeby się rodziły!
Żeby nasze dzieci
nago nie chodziły


lub

Kiej ostatki to ostatki, niech tańcują wszystkie babki.
Kiej ostatki to ostatki, niech się trzęsą babskie zadki.

„Lniane” tańce i harce miały zaowocować urodzajem lnu i konopi, potrzebnych na co dzień w gospodarstwie do wyrobu ubrań, oleju i sznurów.

Dla dziewcząt na wydaniu i panien, a czasami także dla kawalerów, ostatki nie były jednak miłym świętem. Bawiono się w kłodę popielcową. Zaprzęgano ich, choć najczęściej do zabawy zmuszano dziewczęta, do drewnianej ciężkiej kłody, którą miały ciągnąć publicznie po całej wsi, wystawiając się na drwiny i szyderstwa widzów. Ciągnięcie kloca miało być karą za niepodjęcie w porę obowiązku założenia rodziny i cieszenie się, rzecz jasna niezasłużenie, swobodami wolnego stanu.

U której panny do roku,
mąż nie będzie podle boku,
taka musi już kloc ciągnąć!


J. Bystroń

Panny często musiały się też wykupić, płacąc tzw. podkoziołek, czyli okup za uciechy stanu wolnego, będący jednocześnie ofiarą w intencji rychłego zamążpójścia. Szkoda tylko, że podobny zwyczaj nie dotyczył kawalerów. Ich jedynie „zachęcano” do małżeństwa piosenkami:

Toż ptaki na niebie już śmieją się z ciebie,
wołając: „żeń, żeń się – żeń, żeń się
rzuć więc stan bezżenny i odtąd odmienny
wiedź żywot i dla mnie też zmień się!

(O. Kolberg, Dzieła)

Źródło:

B. Ogrodowska, Ocalić od zapomnienia polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2007.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,2 (głosów: 1568)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!
Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter