Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Iwaszkiewicz nad Lutynią

Autor wpisu: Uczniowie Gimnazjum nr 1 w Jarocinie, wpis powstał w ramach programu CEO Literacki atlas Polski, oprac. Maja Rzeplińska
Data publikacji: 24.02.2011

Jarosław Iwaszkiewicz przybył w okolice Jarocina w maju 1945 roku na zaproszenie swojego długoletniego kierowcy Władysława Kuświka. Szofer pragnął odwiedzić rodziców wysiedlonych w czasie wojny z Jarocina do Wilkowyi nad Lutynią, gdzie zamieszkali oni w domu młynarza Szmytkowskiego – w białym domku przy drewnianym młynie, zniszczonym przez powódź w 1940 roku. Dziś Lutynia to niewielki strumień, ale dawniej była to niebezpieczna rzeka, która straszyła już samą nazwą, pochodzącą od staropolskiego przymiotnika luty, czyli „srogi, groźny, dziki”.

Iwaszkiewicz był nad Lutynią niezwykle krótko, ale wśród mieszkańców panował wesoły nastrój, 20 maja świętowano nie tylko radość po wyzwoleniu, lecz także Zielone Świątki. Pisarz bawił się więc na wiejskiej potańcówce i słuchał wspomnień z czasów niedawnej hitlerowskiej okupacji. Wyjechał urzeczony, a w następnym roku wydał Młyn nad Lutynią. Zadedykował go „Władysławowi Kuświkowi w podziękowaniu za temat”.
 
Akcja utworu rozgrywa się w czasie II wojny światowej. Bohaterowie, Franciszek i Elżbieta Durczokowie, dzierżawią młyn należący do dziedzica z Hilarowa. Mieszkają samotnie, aż do przyjazdu wnuków z Francji – jedenastoletniego Jarogniewa i czteroletniego Marysia. Jarogniew idzie do szkoły, gdzie bawi się tylko z niemieckimi dziećmi i mówi po niemiecku, gardzi Polakami. Dziadkowie, gorący patrioci, pragną wychować chłopców na prawdziwych Polaków. Tymczasem Jaro wstępuje do Hitlerjugend. Staruszkowie całą nadzieję pokładają w Marysiu. Jednakże małego, nierozważnego chłopca wiosną, podczas powodzi pochłonie lodowata woda Lutyni. Szala niegodziwych występków przechyla się, kiedy Jarogniew zdradza Niemcom kryjówkę księdza, Durczok bierze go do lasu i sam wymierza sprawiedliwość.
 
Durczokowie tak naprawdę nie mieszkali w młynie, ale w leśniczówce po drugiej stronie Lutyni, a Iwaszkiewicz poznał ich w czasie swojej wycieczki. Młyn został zniszczony wiosną 1940 roku, co Iwaszkiewicz opisał jako wiosnę pięć lat później. W Wilkowyi nie było zebrań Hitlerjugend, ale w okolicy – w Jarocinie, Tarcach, Żerkowie – młodzież w takich spotkaniach uczestniczyła. Zanotowano przypadki palenia polskich książek. Prawdą jest, że wywieziono wilkowyjskich nauczycieli, a szkołę zamknięto. Nieznane są przypadki niszczenia dóbr kościelnych, ale zakazano działalności kościołom, księży zaś wysłano do obozów koncentracyjnych. W okolicznych domach ukrywał się przez jakiś czas ksiądz z Siedlemina, a we młynie bywał kleryk, Jan Rybka, brat męża pani Szmytkowskiej.
 
I tak w opowiadaniu Iwaszkiewicza prawda się z fikcją przeplata.
 
„Na pół zakryty zaroślem topól stał tutaj wysoki drewniany budynek. Na piętrze dwa okna od strony rzeczki zabite były deskami. Na dole małe drzwi wychodziły na groblę łączącą nadgniłe upusty. Z boku były także okna z zakurzonymi, tęczującymi szybami. Deski, z których ten budynek był sklecon, podniosły w górę dach, niegdyś czerwony, teraz cały zakryty czapą aksamitnego mchu. Dalej, jeszcze bardziej cofnięty, pod górką leśną stał murowany dom z drewnianym gankiem”.
Jarosław Iwaszkiewicz, Młyn nad Lutynią

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,2 (głosów: 1475)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane osoby

Powiązane lokalizacje

Galeria

Iwaszkiewicz nad Lutynią.
Iwaszkiewicz nad Lutynią.
Iwaszkiewicz nad Lutynią.
Iwaszkiewicz nad Lutynią.
Iwaszkiewicz nad Lutynią.
Iwaszkiewicz nad Lutynią.
Iwaszkiewicz nad Lutynią.

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter