Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Z brulionu poety. Marcin Świetlicki

Autor wpisu: Sylwia Omiotek
Data publikacji: 16.03.2011
Okres historyczny: III Rzeczpospolita po 1989 r.

Polska poezja ma na imię Marcin, to fakt niezaprzeczalny. Świetlicki stał się patronem poetów młodego pokolenia, którzy chcieli go naśladować, a czasem naśladowali wbrew woli. Stał się również nieformalnym przywódcą nowej cyganerii krakowskiej.

Frazy z poezji Świetlickiego nie tylko na stałe weszły do kanonu historii literatury, ale przede wszystkim do żywego języka. Być może dlatego, że poeta posługuje się właśnie językiem potocznym, uznając go za poetycki żywioł. Jest przy tym przekorny, autoironiczny i zbuntowany.
 
Kraków w jego wierszach jest nie tyle scenerią, ile przestrzenią poetycką. To miasto miało zawsze szczęście do poetów, bohemę artystyczną pociągały uniwersyteckie gmachy, średniowieczne zaułki i renesansowa architektura. Senną metropolią raz po raz właśnie dzięki zbuntowanym artystom wstrząsały skandale. W XIX wieku w Krakowie zamieszkał papież modernizmu Stanisław Przybyszewski, dokonał on nieprawdopodobnego przełomu w literaturze.
 
W XX wieku, po 1989 roku takim poetyckim buntownikiem i inicjatorem nowej poezji stał się Świetlicki. A świadkiem tych przemian znów był Kraków. Podmiot liryczny wierszy Świetlickiego to outsider, który jednak mówi głosem pokolenia. Jest arogancki, ale też zagubiony i sfrustrowany, ironiczny, a nawet nieco cyniczny. Zawsze odrobinę nieszczęśliwy. W jednym z programowych wierszy pt. Opluty, śpiewanym zresztą przez Świetlickiego (poeta założył zespół Świetliki), podmiot liryczny wyznaje:
 
Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie.
Na razie chodzę, na razie patrzę, na razie swój nóż ostrzę,
wkładam, zdejmuję kastet.
Opluty.
Opluty.
Napluli mi na plecy.
Nic o tym nie wiem.
Chodzę po mieście. Chodzę po mieście.
PLANTY SZEWSKA RYNEK.
Chodzę po mieście.
RYNEKSZEWSKAPLANTY.
Opluty.
Oplutyoplutyoplutyopluty.
Puuu.
Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie.
Na razie chodzę, patrzę. Na razie nic.
Któregoś dnia rzeką Wisłą przypłynie statek piratów.
O pięciu masztach. Dwudziestu armatach.
I zapytają: – Który to Świetlicki?
A ja wtedy stanę na samym środku rynku – i będę wskazywać:
TEGO, TEGO, TAMTĄ, TEGO, TEGO,
WSZYSTKICH!!!!
Opluty. Opluty.
Ooooopluty.
Kraków i Nowa Huta – Sodoma z Gomorą – 
z Sodomy do Gomory jedzie się tramwajem.
Chodzę po mieście.
Chodzę po mieście.
Opluty.
 
Jest to jeden z krakowskich wierszy poety, w których miasto często zamienia się w labirynt, staje się nie tylko przestrzenią współczesnego człowieka, ale także alegorią jego życia. Uosabia to, czego poniekąd się lękamy: anonimowość, zagubienie, pokłady nędzy i brudu. Uosabia też to, czego pragniemy, np. wolność. Trudno je oswoić, a jeszcze trudniej zdobyć.
 
Opluty 2
 
Pomyliłem się.
Pomyliłem się.
Pomyliłem się.
To miasto nigdy nie będzie należeć do mnie.
Pomyliłem się.
To miasto nigdy nie będzie należeć do mnie.
Pomyliłem się
to miasto należy raczej do 
Grzegorza Turnaua, Zbigniewa Preisnera i księdza Tischnera
Pomyliłem się.
To miasto nigdy nie będzie należeć do mnie.
Pomyliłem się.
To miasto należy raczej do gołębi do wycieczek.
Pomyliłem się.
Pomyliłem się.
Ja już nie chodzę, ja jeżdżę.
Jeżdżę taksówką 
(...)
Pomyliłem się.
Pomyliłem się.
Proszę na mnie nie patrzeć.
Proszę na mnie nie patrzeć, ja wychodzę.
Proszę do mnie nie mówić, ja wychodzę.
Pomyliłem się.
To miasto jest wszędzie.
To miasto nigdy nie będzie moje
Pomyliłem się...
 
Dość późno Świetlicki przedstawił się światu także jako prozaik. Napisał m.in. trzy części (Dwanaście, Trzynaście i Jedenaście) dość przewrotnych kryminałów, których akcja dzieje się (jakżeby inaczej) w Krakowie. Główny bohater, nazywany Mistrzem (mówi o sobie, że spuchł, utył i posiwiał – to cytat z wiersza Świetlickiego), chodzi po tych samych ulicach, co poeta, po knajpach, w których można spotkać pisarza (Piękny Pies), spaceruje po plantach zazwyczaj z suką bokserką (dokładnie taką jaką ma Świetlicki). Jest zblazowany i krytyczny wobec świata, także wobec Krakowa, którego jednak nigdy by nie opuścił. Miasto jest takie jak on, nieco się postarzało, rozczarowało innych i samo jest rozczarowane współczesnym światem i kulturą. A jednak warto w jego imieniu toczyć boje ze złem. I Mistrz tak czyni, cóż z tego, że mało energicznie, skłaniając się bardziej do prowadzenia knajpianych rozmów przy alkoholu niż do prowadzenia śledztw? Ważne, że jest częścią Krakowa, zna go od podszewki i na swój sposób bardzo kocha.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1187)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane osoby

Powiązane lokalizacje

Powiązane tagi

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter