Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Samouk z misją

Autor wpisu: Paulina Milewska
Data publikacji: 28.03.2011

Przypomnienie kultury lasockiej stało się dla Jana Puka najważniejszym celem. Artysta mógłby powiedzieć, że w życiu pracował dwa razy – na kolei, dla korzyści własnej i rzeźbiąc, dla dobra ogółu.

 

 

 
Dla swojej okolicy Jan Puk zrobił wszystko, co mógł i oddał jej wszystko, co kochał najbardziej – swoje rzeźby. W podzięce za to w 2008 roku dzieci z sandomierskich i tarnobrzeskich szkół wystąpiły o przyznanie mu Orderu Uśmiechu.
 
Przygoda Jana Puka ze sztuką zaczęła się całe lata temu, gdy po wojnie najstarszy spośród ośmiorga dzieci państwa Puków poszedł do szkoły podstawowej. Spustoszenie, jakie wywołała II wojna światowa, nie ominęło także placówek edukacyjnych. Brakowało wszystkiego – gąbek, tablic, książek, przyrządów. Każdy radził sobie jak potrafił, wszyscy pomagali.
 
Pomagał również i mały Janek, swoimi talentami zachwycając nauczycielkę Stanisławę Rachwał. Jak wspomina pani Stanisława, Puk wykonywał głównie pomoce naukowe – takie jak waga szalkowa, model maszyny parowej, dźwignie pochyłe. Jego prace wyróżniały się niesamowitą dbałością o szczegóły. Już wtedy dostrzeżono talenty chłopca, jednak na ich pełne wykorzystanie trzeba było jeszcze poczekać.
 
Kariera kolejarza
Po ukończeniu szkoły Puk został zatrudniony na kolei w Trześni. Jako nastawniczy przepracował tam kolejne czterdzieści lat. W tym czasie wraz z żoną wychował piątkę dzieci i spokojnie doczekał emerytury. Właśnie w momencie przejścia na emeryturę pan Jan staje się Janem Pukiem, jakiego znamy.
 
Artysta nigdy nie potrafił długo usiedzieć w miejscu, zawsze musiał znaleźć sobie jakieś zajęcie. Sprawą, która na emeryturze pochłonęła go bez reszty, była kultura lasocka. Związany z nią od zawsze cierpiał, widząc, że odchodzi ona w zapomnienie. Postanowił więc nie tylko dowiedzieć się o niej wszystkiego, lecz także przekazać swoją wiedzę młodszym pokoleniom. W ten właśnie sposób zaczęły powstawać zabawki wykonane z drewna, nazywane dawniej „drewniakami”, oraz specjalna biblioteka w domu rzeźbiarza założona przez Puka.
 
W bibliotece udało się zgromadzić ponad cztery tysiące książek (w tym takie białe kruki jak Szkółka dla młodzieży część 5., wydana w 1808 roku, stuletnie gazety czy książki pisane staropolszczyzną) oraz kroniki (np. opisujące codzienność życia sandomierskiego PKP, w którym Jan Puk przepracował 30 lat). Największy podziw budzą jednak zabawki wykonane przez artystę. Wszystkie ich części zostały wykonane z drewna, a zabawki dzięki pokręceniu korbką lub pociągnięciu za sznurek ożywają: czarownice zaczynają kręcić się na miotłach, drwale – rąbać drewno, a koniki – przebierać kopytami. Pan Jan lubi w swoich pracach zaczarować trochę dzieciństwa, którego sam doświadczył, a na jakie nie mają już szans maluchy z okolic Sandomierza. Jedna z jego najbardziej znanych prac przedstawia mężczyznę orzącego pługiem ciągniętym przez misternie wystruganego konia. Jak przyznaje sam artysta, rzeźba przypomina mu jego ojca podczas pracy.
 
Puk często gości w szkołach i zawsze wnosi trochę uśmiechu do lekcyjnej codzienności. Nigdy nie może się powstrzymać przed obdarowaniem całej klasy swoimi rzeźbami. Dzięki niemu tradycyjne zabawki nie odchodzą do lamusa, tylko przeżywają drugą młodość.
 
Wzbierająca fala
Niestety, pana Jana nie ominęły również nieszczęścia – w 2010 roku powódź zniszczyła dużą część jego majątku. Około dwóch tysięcy książek i dwustu zabawek uległo pustoszącym siłom żywiołu. Powodzi nie oparło się wiele z ulubionych rzeźb artysty, takich jak Józef Piłsudski, chłop orzący pole czy Wincenty Kadłubek.
 
– Pan Jezus ma złamaną rękę, a Babom-Jagom połamały się miotły – wyliczał rzeźbiarz w rozmowie z dziennikarzem „Echa Dnia”. – Powoli, powoli. Wszystkie odczyszczę i pomaluję bejcą. Będą jak nowe – zapewniał.  
 
Prócz niezbędnych napraw swoich zabawek artysta musiał wykonać mozolną pracę przy odnawianiu zniszczonych książek. Każdą z nich trzeba było oczyścić strona po stronie i osuszyć.
 

Na szczęście Jan Puk nie został sam. W czyszczeniu książek i zabawek pomagali mu sąsiedzi i znajomi oraz dzieci ze szkoły w Trześni. Ponadto Dom Kultury w Stalowej Woli podczas jednej z plenerowych imprez zorganizował zbiórkę pieniędzy, które mają pomóc Pukowi w naprawie pracowni. Udało się uzbierać ponad dwa tysiące złotych. Dzięki wytrwałości pana Jana oraz wysiłkom społeczności lokalnej większość skarbów udało się uratować.

 

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,4 (głosów: 1119)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane osoby

Powiązane lokalizacje

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter