Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Dom nad łąkami, czyli w gościnie u Zofii Nałkowskiej

Autor wpisu: Marta Konarzewska
Data publikacji: 04.04.2011

W podwarszawskim zakątku między Wołominem a Kobyłką dorastała jedna z najważniejszych literatek polskich, autorka słynnej Granicy i Medalionów Zofia Nałkowska.

Dom swojego dzieciństwa i młodości, ukryty w pięknej okolicy, pośród łąk i ogrodów, artystka opisała w zbiorze opowieści Dom nad łąkami.
 
W Dzienniku zaś notowała:
 
„Jakże jest cicho – po huku miasta, bijącego tam w moje okna. W tym »domu nad łąkami«, który wydaje mi się nie domkiem już, ale ubogą, opuszczoną chatą. Jedynym dźwiękiem jest szelest skrzydełek tajemnych istot, bijących o szyby, o klosz naftowej lampy”.
 
Tu Nałkowska pisała, czytała, odpoczywała i kurowała się z męczących ją na okrągło chorób.
 
„Całe Górki są jednak ruiną, ciężarem ponad siły matki i moje. (...) Jeżeli zapomnieć o tej trosce, o tym wiecznym niepokoju i entuzjazmie matki, to przebywanie w tym miejscu jest jednak jakimś szczęściem. Tu pozbierałam się wreszcie, złożyłam z rozsypanych kawałków, już przeczytałam kilka pięknych książek, leżałam w zielonym nicejskim kostiumie kąpielowym prawie naga na słońcu, patrząc w ziemie pokrytą igliwiem, pajęcznicą, leśnymi białymi goździkami, ruchomą od mrówek wszelkich rozmiarów, żuczków, muszeczek, skoczków, niepojęcie małych i licznych insektów” – zapisała latem 1931 roku.
 
Nie zawsze spędzała czas samotnie i nie tylko matka jej towarzyszyła. Przyjmowała także odwiedziny.
 
„Wczoraj rano odjechał Michał Choromański, który był tu przez dwa pogodne dni” – pisała na przykład. Choromański był bliskim znajomym pisarki. Nazywała go nawet „przyjacielem”. Swoim narcystycznym zwyczajem, o którym sama często wspomina, zarówno w dziennikach, jak i w prozie, oglądała się w jego oczach niczym w lustrze.
 
„Jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my” – zanotowała w Granicy. Na kartach Dziennika zaś o pobycie Choromańskiego notowała:
 
„Czytaliśmy jego drugą powieść, która wymaga językowych poprawek. (...) Mówiliśmy też troszeczkę o naszych sprawach. Naturalnie tylko ja byłam winna, nie rozumiejąc, jak wysoką w swoim życiu wyznacza mi rolę – on tak pogardzający kobietami. Udawał zabawnie, jak mówi Karol Szymanowski: »ona ma, wiesz, taki charme, taki niesłychany charme, to nadzwyczajne – tyle kobiecości przy tym intelekcie – tylko że – dziwna rzecz, tak na nic nie reaguje, jest aerotyczna«. Obaj się zgodzili, że można mnie kochać »homoseksualnie«. Kto by pomyślał! I jaka szkoda, że tego wówczas nie odgadłam”.
 
A działo się to w „domu nad łąkami”, gdzie zdarzały się też inne, bardziej prozaiczne odwiedziny.
 
„A dziś niespodzianie przyjechała tu ciocia Janina chodząca o kiju, prawie zgrzybiała. Weszła tu jak gdyby w puste miejsce po babci, mama przy niej wydaje się młoda”.
 
Notatki z Górek tchną jednak przede wszystkim rozkoszą samotności, przebywania sam na sam z przyrodą, z życiem, ze szczęściem.
 
„Górki, 10 IX 1933 (...) dzień naładowany pięknością po brzegi, ciężki od złota słonecznego, malachitowej zieleni i lazuru niebiosów. Przedźwigałam go od rana do wieczora w nieustającym podziwie, z sercem ściśniętym od szczęścia”.

Źródło:

Zofia Nałkowska, Dzienniki 1930–1939, opracowanie, wstęp i komentarz Hanna Kirchner, Warszawa 1988.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1166)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane lokalizacje

Powiązane tagi

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter