Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

"Wszędzie trochę serca się zostawiło". O Julii Pirotte

Autor wpisu: Ewelina Bartosik
Data publikacji: 28.07.2011

Życiorys Julii Pirotte, fotografki pochodzącej z biednej żydowskiej rodziny, był pełen dramatycznych zwrotów i świetnych zdjęć. Ze swojej Leiki uczyniła narzędzie walki, a formę swoich fotografii podporządkowała ideologii, z którą się identyfikowała.

Od bardzo wczesnej młodości Pirotte, a właściwie Gina Diament, była bardzo zaangażowana w działalność Komunistycznej Partii Polski. Już jako 17-latka za „zbyt mocne angażowanie się” w propagowanie haseł ruchu robotniczego trafiła na 4 lata do więzienia. Zaraz po zwolnieniu groził jej kolejny wyrok. W Polsce nie była bezpieczna. Tak naprawdę nigdzie nie mogła czuć się spokojnie – była Żydówką i komunistką. Wkrótce miała zacząć się wojna. W 1934 roku wyjechała do Belgii.

Niedługo potem poznała swojego przyszłego męża, Jeana Pirotte’a, który także bardzo mocno angażował się w działalność ruchu robotniczego. Dzięki małżeństwu stała się pełnoprawną Belgijką.

Swoje umiejętności bacznej obserwatorki rzeczywistości i dokumentalistki Julia Pirotte rozwijała na kursach dziennikarstwa i w szkole fotografii. Realizowała reportaże o robotnikach i codzienności, między innymi w 1939 roku nawiązała współpracę z agencją Foto Waro, dla której zrealizowała reportaż o Litwie, Łotwie i Estonii.

Wkrótce po wkroczeniu Niemców do Belgii straciła kontakt z mężem. Znów musiała uciekać – tym razem do Marsylii. Jej reportażami zainteresowali się twórcy pisma „Dimanche Illustré”. Robiła dla nich to, co zwykle – portretowała praczki i pucybutów w zwykłej codziennej scenerii; ale też kobiety i dzieci w obozie przejściowym w Bombard – tuż przed wywiezieniem ich do Auschwitz. Pirotte uniknęła transportu, ale jej siostra Mindla za działalność w bojówkach robotniczych została w 1944 roku zgilotynowana we wrocławskim więzieniu.

Pirotte nie przerażała świadomość panoszącej się śmierci i wszechobecnego antysemityzmu. Związała się z ruchem oporu jako łączniczka i kurier sekcji imigrantów. Sporządzała też fałszywe dokumenty, a w 1944 roku brała udział w wyzwoleniu Marsylii jako członek kompanii Marat FTP-MOI („Main-d’œuvre immigrée”, bojówki komunistycznego związku robotniczego). Julia Pirotte wśród gestapo funkcjonowała jako „kobieta z aparatem fotograficznym”. Mogli ją zastrzelić w każdej chwili, mimo to jeszcze w 1943 roku wysłała do USA fotoreportaż z okupowanej Francji, który został opublikowany.

W 1946 roku wróciła do Polski z setkami negatywów w walizce. Zaczęła tworzyć Wojskową Agencję Fotograficzną i jednocześnie publikowała między innymi w „Trybunie Wolności” i „Żołnierzu Polskim”. W roku jej powrotu doszło do pogromu w Kielcach. Mimo szoku i przerażenia pojechała tam i zrobiła ponad setkę unikatowych zdjęć.

Dokumentowała zwykłe życie na ulicy, nędzę, pochody, odbudowującą się Warszawę, głód, ale także Światowy Kongres Intelektualistów we Wrocławiu, gdzie wykonała między innymi słynny portret Pabla Picassa.

Po kilkuletnim pobycie w Izraelu ponownie wróciła do Polski i przeszła na emeryturę.

Jej zdjęcia można dziś zobaczyć na wystawach na całym świecie – prezentowano je w galeriach i muzeach w Sztokholmie, Londynie, Nowym Yorku oraz na Trzecim Biennale Fotografii i Sztuk Wizualnych w Liège w Belgii.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1333)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane osoby

Powiązane lokalizacje

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter